Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej
13 urodziny manhattanu

Gdynia Główna Osobista Prowadzi:  Piotr Jacoń

"Dziś będę stracony! Rysiuniu, pamiętaj o śmierci taty". Kapitan Kasztelan w listach do córki

Był dowódcą marynarki wojennej, bronił Helu, później jako jeniec honorowy trafił do niemieckiej niewoli. Antoni Kasztelan do ostatnich dni życia miał kontakt z bliskimi dzięki listom. O tym, jakie miały znaczenie opowiadała w Radiu Gdańsk jego córka - Maria Kasztelanówna-Janczewska.

Pokaż więcej audycji

25 sierpnia 1939 roku pamięta jak przez mgłę, wtedy z ojcem widziała się po raz ostatni. - Miałam tylko 5 lat i nie zdawałam sobie do końca sprawy z tego co się dzieje. Rodzice powiedzieli mi, że jadę na wakacje. Nie pamiętam tego pożegnania, chyba musiałam być bardzo zajęta czymś innym - opowiadała Maria Kasztelanówna-Janczewska.

NA FILMIE OSTATNI RAZ WIDZIAŁAM JEGO TWARZ

Gdy wybuchła wojna, kapitan miał możliwość dołączenia do rodziny. Bliskim powiedział, że jako wojskowy jego obowiązkiem jest walczyć za ojczyznę i przełożonych poprosił, by wysłano go na front. Trafił na Hel, gdzie walczył do 2 października. Następnie, ze względu na dobrą znajomość języka niemieckiego  oddelegowano go do podpisania dokumentu kapitulacji w Grand Hotelu w Sopocie. - Niemcy nawet nakręcili taki film, na którym widać jak ojciec schodzi ze statku i zmierza w stronę Grand Hotelu. To ostatni moment, kiedy widziałam jego twarz - opowiada gość Radia Gdańsk.

Kapitan Kasztelan został zesłany do niewoli, był jeńcem honorowym. Wydawało się, że to oznacza specjalne, ochronne traktowanie. W rzeczywistości tak nie było. Wypuszczono go tylko raz, żeby przejęło go Gestapo. - Ojciec przeszedł straszne cierpienia, był bity do nieprzytomności. Potem dawali mu trochę luzu i znowu. Ale nikogo nie wydał, nie przeszedł na ich stronę, nie poddał się. Wszyscy myśleli, że zacznie sypać, bo świetnie znał niemiecki. Ale był nieugięty, miał charakter i kochał Polskę. Ojczyzna to był jego obowiązek - opowiada córka. - Mówił, że chciałby umrzeć w wolnej Polsce. I tak się stało.

Służbę kapitan Kasztelan traktował jak każdy zawód. Walczył na froncie w kampanii wrześniowej, ale i podczas wojny polsko-bolszewickiej, powstania wielkopolskiego, przynależał do Polskich Sił Zbrojnych. - Każdy obiera jakiś zawód i tak to traktował. To była jego pasja i idea. Dla ojczyzny mógł zdziałać najbardziej.

ZNÓW BĘDZIEMY MIESZKAĆ W GDYNI I BĘDZIE FAJNIE

W listach wysłanych z niewoli nazywał ją "Rysią", "Słonecznym promykiem", "Marzeniem". - Mama w nas podtrzymywała nadzieję, że ojciec wróci. Ledwo umiałam pisać, to już coś gryzmoliłam do niego. Dlatego też chciałam jak najszybciej nauczyć się pisać - opowiada. - Pisałam do taty i wierzyłam, że będzie jak dawniej. Że będziemy w Gdyni i będzie fajnie.

ZAWSZE CHCIAŁAM CHODZIĆ DO KAWIARNI

Ojca najlepiej pamięta z tych wcześniejszych momentów. Chodzili razem na sanki i do kawiarni. - Tatuś mnie tam zabierał i przy okazji załatwiał swoje służbowe sprawy, nieraz zjawiał się jakiś pan. Tatuś mnie wtedy przedstawiał. Raz jeden z panów pocałował mnie w rączkę. Czułam się taka dumna, że już zawsze chciałam chodzić z tatą do kawiarni.

Tata uczył sportowej dyscypliny, w listach skierowanych do rodziny radził jak mają żyć i przykazywał: kochajcie się, dbajcie o siebie, uczcie się. - Żyło się z tym i trudno, i dobrze. Szczególnie moi bracia wzięli sobie to do serca. Dla siebie byliśmy zawsze bardzo oddani, jeden drugiego wspierał w ciężkich chwilach i chorobach. Teraz, po latach wiem, że przykazanie ojca zostało spełnione.



Dominika Raszkiewicz

Komentarze

Radio Gdańsk © 2017