Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej

Komentarze Radia Gdańsk Prowadzi:  Tomasz Olszewski

Gdańscy kierowcy protestują, a co myślą o tym pasażerowie? Czy sprzedaż biletów i wydawanie reszty może zagrażać bezpieczeństwu?

"Słuszny protest" czy "przesada"? Wokół strajku włoskiego gdańskich motorniczych i kierowców zawrzało. Protestują przeciwko planowanym zmianom, które mają obowiązywać od początku 2017 roku.

Pokaż więcej audycji

Chodzi o sprzedaż biletów. Pasażerowie będą mogli je nabyć nawet, jeżeli nie będą mieli odliczonej kwoty. Zdaniem pracowników komunikacji to negatywnie wpłynie na punktualność.

Co myślą o proteście sami pasażerowie? Na ten temat dyskutowali goście Komentarzy Radia Gdańsk - Małgorzata Puternicka, blogerka, Maciej Kosycarz - fotoreporter, Michał Stąporek z portalu trojmiasto.pl i Mieczysław Abramowicz - pisarz i historyk. Prowadził Tomasz Olszewski.

ALBO BILETY, ALBO ROZKŁAD

Zdaniem Małgorzaty Puternickiej protest jest słuszny. Jak podkreśla, nie wynika on z wygodnictwa kierowców czy motorniczych, a raczej ma na celu uchronienie przed niebezpieczeństwom spowodowanym dekoncentracją.

- Zdarza mi się kupić bilet u motorniczego. Po to, żeby utrzymać planowy rozkład, rusza już w czasie wydawania reszty. Staram się sama odliczać pieniądze żeby go nie dekoncentrować. Albo jesteśmy za tym, żeby pojazdy poruszały się terminowo, albo niestety, przy konieczności wydawania drobnych - a kierowcy nie są jakimiś automatami - wydłuży się czas przejazdu. Chyba, że będą robili to w ruchu, ale jest to niebezpieczne - podkreśla blogerka.

KARTY ROZWIĄZANIEM?

Przyszłość leży w zupełnie czymś innym - uważa Maciej Kosycarz. - W Szwecji nie ma szans, żeby kupić bilet u kierowcy za gotówkę. Wszyscy płacą tam kartami. Myślę, że to jest przyszłość. Będziemy płacić albo kartami, albo telefonami - podkreśla.

Zdaniem Micha Stąporka nie trzeba szukać tak daleko. Dziennikarz uważa, że - w pewnym sensie - ZKM jest tak naprawdę skansenem. Przypomina, że w kiosku, kupując zapałki, można zapłacić kartą. - Dlaczego nie mogę zrobić tego w tramwaju? - pyta.

- Mamy nowoczesne tramwaje, nowoczesne autobusy, pewnie są w nich GPS-y, jest łączność z bazą, a nie można zapłacić kartą - dodaje.

MOTORNICZY NIE TAKI ZAJĘTY?

Stąporek przyznaje szczerze, że nie kupuje opowieści, że nie można odciągać motorniczych od prowadzenia, bo to spowoduje zagrożenie na drodze. Ma swoje powody. - W niedzielę jechałem z rodziną. Bilet kupiłem półtora przystanku dalej, niż wsiadłem, bo kierowca przez ten czas rozmawiał przez telefon. To ja go odciągałem od prowadzenia, sporo rozmawiał przez półtora przystanku przez telefon? Nie udawajmy, że prowadzenie pojazdu jest aż tak absorbujące - mówi dziennikarz trojmiasto.pl.

"NIECH ZAJMĄ SIĘ TYM, ZA CO IM PŁACĄ"

Mieczysław Abramowicz rzadko korzysta z komunikacji miejskiej. W związku z tym, za każdym razem, kiedy jedzie tramwajem, kupuje bilet u motorniczego, bo w jego okolicy nie ma kiosku. Zwykle stara się dać odliczoną kwotę, ale czasem zdarza się, że akurat jej nie ma.

- Najczęściej jest tak, że resztę dostaję na następnym przystanku, kiedy tramwaj ponownie się zatrzymuje. Wygląda na to, że wszystko jest w porządku. Ale uważam, że w ogóle motorniczowie nie powinni się zajmować takimi rzeczami, jak sprzedawanie biletów. Od tego powinny być automaty, a skoro ich nie ma - to więcej punktów, w których można kupić bilety. Myślę, że motorniczowie powinni zajmować się tylko tym, za co dostają pieniądze, czyli bezpiecznym prowadzeniem pojazdu - podkreśla pisarz.

Więcej na temat protestu pisaliśmy >>> TUTAJ.

Posłuchaj audycji:

mar

Komentarze

Radio Gdańsk © 2017