Bez Łączyńskiego, Ljubicica, Tubutisa i zakontraktowanego kilkadziesiąt godzin wcześniej Weathersa koszykarze AMW Arki zdołali wygrać 11. mecz i wrócić na czoło Orlen Basket Ligi. Grając w siedmiu, pokonali Twarde Pierniki z Torunia 94:86.
Zbudowani dwoma zwycięstwami Torunianie znakomicie weszli w mecz i po 4 minutach prowadzili 12:3. Nie do zatrzymania był Noah Thomasson, który w tym momencie miał już na swym koncie 8 punktów. Trener Mantas Cesnauskis poprosił o przerwę, Ramey’a zastąpił nastoletnim Filipem Kowalczykiem, który swą obecność zaznaczył efektowną „trójką”. Jednak inicjatywa była wciąż po stronie gości, którzy osiągnęli dwucyfrową przewagę, grając na ponad 60 proc. skuteczności rzutów z gry. Sam Thomasson trafił w pierwszej kwarcie 4×3. Po stronie Arki wyniku pilnował Jarosław Zyskowski, ale kwarta została przegrana 23:29.
Przełom zwiastowała akcja Ramey’a w połowie drugiej kwarty, który po kilku nieudanych zagraniach trafił zza łuku i Arka przegrywała już tylko 34:36. Prowadzenie dał gospodarzom Filip Kowalczyk, który ustanawiał swoje minutowe i punktowe rekordy sezonu. Młodzieniec od 4. minuty nie schodził z parkietu i miał na koncie tylko do przerwy 14 punktów, będąc najlepszym strzelcem zespołu. Tyle samo zdobył dla Torunia Thomasson. Dzięki drugiej kwarcie wygranej różnicą 13 punktów prowadzili po pierwszej połowie 53:46.
Drugą połowę lepiej zaczęli goście, którzy zmniejszyli straty do zaledwie 2 punktów. Z dystansu pudłował Zyskowski, wynik ratował Okauru oraz Kowalczyk, który wrócił do gry, akcentując swą obecność czwartą „trójką”. Po kolejnej Garbacza było znowu +7. Ostatecznie przed ostatnią kwartą Arka prowadziła 77:68, ale za sprawą skuteczności Aljaza Kunca na 4 minuty przed końcem prowadzili różnicą zaledwie 4 punktów. Końcówka to był jednak popis Gdynian, za co była premia w postaci zwycięstwa 94:86.
Włodzimierz Machnikowski/mk





