Ukraińskie flagi zakazane w Berlinie. Pomorscy politycy zgodni w oburzeniu na działania Niemiec

(Fot. Radio Gdańsk)

Władze Berlina zakazały używania flag ukraińskich podczas obchodów rocznicy zakończenia II wojny światowej. Zakaz dotyczy też flag rosyjskich, ale ambasador Ukrainy w Niemczech nie kryje oburzenia z powodu stawiania równości między symbolami należącymi do agresora i ofiary. To bulwersujące zjawisko omawiali w audycji „Śniadanie Polityków” goście Krzysztofa Świątka: Marek Rutka z Nowej Lewicy, wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Jarosław Sellin z Prawa i Sprawiedliwości, Leszek Czarnobaj z Platformy Obywatelskiej oraz Tadeusz Cymański z Solidarnej Polski.

Jarosław Sellin jednoznacznie negatywnie ocenił postawę władz Berlina. – To świadectwo pewnej schizofrenii politycznej elity Niemiec, bo decyzje powinny być jednak bardziej czytelne w wymiarze symbolicznym. Dla dzisiejszej niepodległej Ukrainy 9 maja jest świętem, bo podobnie jak inne kraje ze wschodnioeuropejskiej strefy czasowej czciła zakończenie II wojny światowej tego dnia, tak samo jak Rosja, więc mają prawo w jakiejś formie demonstrować. W związku z tym, że Niemcy od 1945 roku mają urząd do spraw ochrony konstytucji, który zajmuje się na przykład badaniem, czy ktoś nie propaguje poglądów faszystowskich albo po prostu nawiązuje do tych niechlubnych tradycji, powinni jednoznacznie uznać, że wszelkie demonstracje dzisiaj, po tym, co zaczęło się w lutym i trwa do dziś w Ukrainie, wszelkie demonstracje prorosyjskie, są po prostu demonstracjami o charakterze faszystowskim – sugerował.

Leszek Czarnobaj również skrytykował zaistniałą sytuację. – Dzisiaj wolny świat, do którego należy Polska, powinien dać jednoznaczny sygnał, że elementy zrównywania kata i ofiary są niemożliwe do przyjęcia w Europie. Należy wskazywać ten ostry błąd w sensie symetryzmu. Dante Alighieri napisał kiedyś, że cieplejsze miejsca mają w piekle ci, którzy w sytuacjach trudnych stali po stronie niezależności i właśnie symetryzmu. Myślę, że warto tutaj wskazywać totalny błąd w przypadku Niemców, bo symetryzm w tym momencie jest kompletnie nieprzystający do rzeczywistości. Jeżeli chcemy jako Polacy zademonstrować to, co jest związane z naszą rolą w stosunku do wojny przeciwko Ukrainie, powinniśmy jednoznacznie zwrócić się do Niemców o zrewidowanie stanowiska – twierdził.

Z kolei Marek Rutka oceniał, że decyzja władz Berlina źle świadczy o stanie niemieckich elit. – One chyba w coraz większym stopniu odrywają się od tego, czego oczekują od nich obywatele. Między innymi po ostrej reakcji ambasadora Melnyka senat Berlina wyjaśnił i starał się trochę naprawić swój błąd: ukraińskie flagi będą dozwolone w miejscach publicznych, a ograniczenie dotyczy 15 wybranych miejsc pamięci, czyli pomników i cmentarzy, po to, aby nie dochodziło tam do różnego rodzaju konfliktów czy rozrób. Ta sytuacja pokazuje, że berlińska policja nie jest w stanie opanować prorosyjskich grup, które swego czasu jeździły też po Berlinie z symbolami Z i rosyjskimi flagami, dając w ten sposób wyraz poparcia dla działających na Ukrainie okupacyjnych wojsk – podkreślał.

Natomiast Tadeusz Cymański wskazywał na różnice doświadczeń historycznych w przypadku Polski i Niemiec. – Niemcy mają trochę inną historię niż my i wiadomo, że jest z tym związany wielki problem. Ciągle niepokoją, nie są takie, jakie powinny w tej chwili być. Niestety, światem rządzą pieniądze i interesy, widać to w sposób niezwykle brutalny. Jak to zmienić? To pytanie do ludzi o wiele mądrzejszych ode mnie. Społeczeństwo zachodnie, również niemieckie, nie jest gotowe do wyrzeczeń i nie ma aż tak zdeterminowanej woli jak my. Polska jest tu w szczególnej sytuacji i dlatego jest nam najtrudniej. Co do ambasadora Ukrainy, oczywiście ma on prawo, bo w jego kraju giną ludzie, niemniej uważam, że nie można dawać pretekstów przeciwnikom, a zdecydowane, oburzające stanowisko nie musi być związane ze sprawami obecnymi w polityce – mówił.

Posłuchaj audycji:

MarWer

Komentarze


Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj