320 metrów nad poziomem morza bez silnika i paliwa

Bez silnika, bez elektroniki, bez grama paliwa – tak też można latać. Do tego służą szybowce, których kolekcję ma w swoim hangarze Aeroklub Gdański. Zgromadzeni w nim miłośnicy lotnictwa dzielą się ze wszystkimi chętnymi do podniebnych przygód. Na jedną z nich zdecydował się nasz reporter Maciej Bąk, który odwiedził lotnisko w Pruszczu Gdańskim.

Każdy początkujący nie lata oczywiście sam, tylko z odpowiednio wykwalifikowanym pilotem. Nasz reporter trafił na sympatycznego pana Jacka, który ma wieloletnie doświadczenie w lataniu szybowcami. Pierwsza rzecz, która zaskakuje to, że pilot siedzi… z tyłu. I choć to on pociąga za wszystkie sznurki i operuje całym lotem, to pasażer czuje się niesamowicie, bo przed sobą ma tylko wolną przestrzeń.

Jako wyposażenie dostaje się tylko spadochron. Szansa jego użycia jest minimalna, służy on bardziej jako miękkie oparcie, bo to które docelowo jest w Puchaczu, bo tak nazywa się pruszczański szybowiec, jest po prostu bardzo twarde. Cztery zapięcia, głęboki oddech i… można wsiadać.

Zasada, na której polega szybowanie jest bardzo prosta. Za pomocą liny mechaniczny pojazd zwany „wyciągarką” rozpędza szybowiec. Start jest dla początkującego szokujący. Najpierw uczucie potężnego rwania, potem chwila jazdy po trawie, wreszcie nagłe pociągnięcie w górę i wznoszenie się właściwie w pozycji pionowej. Jeszcze silniejsze wrażenia są w momencie, kiedy pilot odczepia linę. Ma się wrażenie, że szybowiec zaraz zacznie spadać, ale… jednak nie. Bardzo spokojnie osiada na wietrze.

Widoki są niesamowite. Z 320 metrów, bo na taką wysokość naszemu reporterowi udało się wznieść, widać nie tylko cały Pruszcz Gdański, ale i sporą część Żuław Gdańskich. Wokół widoczność osiąga 10 kilometrów, ale bywa dużo, dużo lepiej. Generalnie pogoda ma olbrzymie znaczenie w lataniu szybowcem. Przy dobrym wietrze lot nie trwa kwadrans, tak jak w naszym przypadku, a o wiele dłużej. Rekordziści światowi latali dystanse rzędu 2000 kilometrów.

Z góry jest okazja na zrobienie świetnych zdjęć i porozkoszowanie się świętym spokojem, jaki panuje tam na górze. Prędzej czy później jednak przychodzi pora na lądowanie. Tu za wszystko odpowiada pilot, który precyzyjnie wybiera miejsce lądowania. Przy nierównym terenie, a taki bywa gdzieniegdzie na lotnisku w Pruszczu Gdańskim, moment kontaktu z ziemią bywa mało przyjemny. Trwa to jednak dosłownie kilka sekund, potem już szybowiec powoli, jadąc na małych kółkach, zaczyna się zatrzymywać. I to… wszystko. Strach tylko na początku, a potem – sama przyjemność.

Aeroklub Gdański zaprasza wszystkich chętnych na loty szybowcem. Jeśli ktoś z kolei chce odwiedzić lotnisko w Pruszczu Gdańskim z perspektywy widza, to najbliższa impreza lotnicza już 18 maja. Wtedy na lotnisku w Pruszczu Gdańskim odbędą się klubowe zawody samolotowe w lataniu rajdowym.

W szybowcu nad Trójmiastem
Maciej Bąk

Komentarze


Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj