Usuwanie zniszczeń po piątkowej nawałnicy. Bez prądu pozostaje ponad 1,1 tysiąca odbiorców

(Fot. Facebook/Leszek Pałys)

Ponad 1,1 tysiąca odbiorców pozostaje bez prądu – to efekt burz z gradem i silnym wiatrem, które w piątek wieczorem przeszły nad Pomorzem. W związku z załamaniem pogody w weekend straż pożarna w całym województwie interweniowała aż 1116 razy. Najbardziej ucierpiały powiaty: słupski, chojnicki, kościerski, kartuski i bytowski. Wciąż trwa usuwanie skutków nawałnicy.

W wielu miejscach nadal nie ma prądu. Według ostatnich danych Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego bez napięcia jest jeszcze ponad 1,1 tysiąca odbiorców na Kaszubach. Tam także trwa sprzątanie po piątkowej nawałnicy. W powiecie kościerskim ucierpiały miejscowości Czarlina, Wąglikowice, Sycowa Huta i Wdzydze Kiszewskie. Mieszkańcy mówią o trąbie powietrznej, która niszczyła wszystko, co napotkała na swojej drodze. Zerwane są dachy kilkunastu budynków gospodarczych i mieszkalnych. Silny wiatr połamał tysiące drzew. Przez dwie godziny nieprzejezdna była krajowa „20” z Kościerzyny do Kornego. W Starostwie Powiatowym w Kościerzynie zbierze się sztab kryzysowy.

NA SKUTEK NAWAŁNICY UCIERPIELI TEŻ LUDZIE

Niestety podczas nawałnicy doszło do kilku niebezpiecznych zdarzeń, w których ucierpieli ludzie. W miejscowości Wolność koło Chojnic przewrócone drzewo przygniotło w samochodzie dwie kobiety z trójką dzieci. Wszyscy trafili do szpitala. Z kolei na trasie z Czerska do Śliwic wypadek miał wóz strażacki. Natomiast w Wąglikowicach pod Kościerzyną, podczas wycinania powalonego drzewa, z wysokości około trzech metrów spadł strażak. Ma ogólne potłuczenia.

Na dziś synoptycy znów zapowiadają burze na całym Pomorzu. Nie będą jednak już tak groźne jak te piątkowe.

TE LEŚNICTWA UCIERPIAŁY NAJBARDZIEJ 

Nadleśnictwa Kościerzyna, Kaliska, Lipusz i Kartuzy zostały najbardziej poszkodowane po przejściu burzowego frontu na Pomorzu.

– Silny wiatr sprzed weekendu zniszczył tam ponad sto tysięcy metrów sześciennych drzew – mówi leśnik Anna Kukier. – W Nadleśnictwie Kościerzyna zostało powalonych około 55 tysięcy metrów sześciennych drzew. W Nadleśnictwie Kaliska jest to około 40 tysięcy metrów sześciennych. Dwa pozostałe nadleśnictwa to straty po około 5 tysięcy metrów sześciennych.

Szkody dotyczą głównie drzewostanów sosnowych ale też dębowych i bukowych. Skala strat jest duża. 

– Oczywiście nie mówimy o takich stratach, jak w przypadku nawałnicy z 2017 roku, kiedy szkody były tak olbrzymie, że nawet sobie tego nie wyobrażaliśmy. Ale teraz tez mamy do czynienia z bardzo dużymi szkodami. Jeśli przyjmiemy, że w jednym leśnictwie w ciągu roku pozyskujemy od trzech do ośmiu czy dziesięciu tysięcy metrów sześciennych, to wiatrołomy są podobne, jak roczne pozyskanie drzewa.

ZAKAZ WSTĘPU DO LASÓW

Zakaz wstępu do lasu co najmniej do końca roku obowiązuje w leśnictwach: Ludwikowo, Strzelnica, Wierzysko, Grzybowski Młyn, Debrzyno, Wdzydze, Okoniny, Cieciorka. Wkrótce także w Płocicach i Głuchym Borze.

– W większości przypadków w prace będzie zaangażowany ciężki sprzęt – dodaje Anna Kukier. – Dlatego, że ryzyko pracy pilarzy jest olbrzymie. Napięcia wewnętrzne w drzewach są tak duże, że wejście tam ludzi z pilarkami bez maszyn z klatkami bezpieczeństwa jest olbrzymim zagrożeniem zdrowia i życia.

Leśnicy nie podają jeszcze, jak wielkie straty finansowe przyniosły frontowe wiatry. Szacowanie szkód trwa. Ucierpiały także lasy prywatne.

Grzegorz Armatowski/Sebastian Kwiatkowski/raf

Komentarze


Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj