Okazja do podróży szlakiem wspomnień. Uczestnicy Operation Sail ’72 spotkali się ponownie

(fot. Radio Gdańsk/Anna Rębas)

W piątek 9 września, dokładnie w 50. rocznicę triumfalnego powrotu „Białej Fregaty” do Gdyni, na jej pokładzie ponownie spotkali się uczestnicy historycznego Operation Sail ’72. Uroczysta wizyta była okazją do kolejnych podróży szlakiem wspomnień, a wielu spośród gości w tym dniu, po raz pierwszy od pół wieku, ponownie uścisnęło dłonie kolegów i stanęło pod żaglami swojego zwycięskiego żaglowca. Patronem medialnym wydarzenia było Radio Gdańsk.

 PRZEDWOJENNE POCZĄTKI

Dla „Daru Pomorza” Operation Sail ’72 nie był pierwszym międzynarodowym zlotem. Spotkania żaglowców i ich załóg swoją historią sięgały 1938 roku. Właśnie wtedy został założony Związek Północnoeuropejskich Statków Szkolnych, skupiający reprezentacje Szwecji, Norwegii, Danii, Estonii, Finlandii, Niemiec i Polski. Już w tym samym roku, w Sztokholmie odbył się pierwszy zlot statków Związku, stanowiąc element obchodów 80. Rocznicy urodzin Gustawa V, króla Szwecji. 

Spotkanie to, na którym obecny był również „Dar Pomorza”, uważa się za nieoficjalny początek The Tall Ships’ Races. Do idei zlotów powrócono już w powojennej Europie za sprawą Anglików, którzy w 1956 r. zorganizowali pierwsze międzynarodowe regaty żaglowców, nawiązujące do tradycji wyścigów zbożowych z początku XX w. Regaty zostały rozegrane w trzech kategoriach, uwzględniających różnice wieku, wielkości i powierzchni ożaglowania ścigających się jednostek. W pierwszej z nich, przeznaczonej dla rejowców, szesnaście lat później wystartował „Dar Pomorza”.

ŻAGLOWCE NA START

Obok „Białej Fregaty” na starcie w angielskim Cowes stanęły m. in. bark „Eagle” ze Stanów Zjednoczonych i kilkukrotny zwycięzca regat – zachodnioniemiecki „Gorch Fock”.

– Znaliśmy ich dane techniczne, zwiedzaliśmy je przed startem – wspominał komendant „Daru Pomorza” kapitan żeglugi wielkiej Kazimierz Jurkiewicz.

– Wiedzieliśmy, że będą groźni ze względu na wyższe współczynniki korekcyjne czasu, korzystniejsze proporcje kadłuba do powierzchni żagli itd. Kapitan z ostrożnością podchodził do myśli o zwycięstwie, mając również świadomość słabości, jaką w przypadku polskiego żaglowca stanowił stały, 700-tonowy balast. Konkurenci, wyposażeni w bardziej nowoczesne, opróżniane zbiorniki balastowe, mogli z większą swobodą dostosowywać swój ciężar do sprzyjających warunków pogodowych. Ta przewaga dała o sobie znać już na stracie. Słaby wiatr sprawił, że „Dar Pomorza” szybko został w tyle za większością spośród ponad czterdziestu rywali. Ta z pozoru beznadziejna walka trwała aż do drugiej nocy wyścigu, kiedy żagle polskiego statku nagle wypełniły się wiatrem.

„NADZIEJA ZAGRZAŁA NASZE SERCA”

– Systematycznie odrabialiśmy straty i wysunęliśmy się na czoło wyścigu. Nadzieja zagrzała nasze serca  opowiadał kpt. Jurkiewicz. Niespodziewana przewaga jednak jeszcze nie rozstrzygała wyścigu.

– Wiatr zmienił kierunek. Powiał z północnego zachodu, spychając nas w kierunku lądu. Walczyliśmy uparcie. Nie mogliśmy sobie pozwolić na zmarnowanie najmniejszej szansy. Szybkość na logu spadła do sześciu węzłów. Na 200 mil przed metą wyprzedzaliśmy jednak Niemców o 50 mil morskich, a Amerykanów o ponad 70 mil – wspominał.

Podczas ostatnich minut wyścigu „Gorch Fock” od „Daru Pomorza” dzieliły zaledwie 2 mile. Mimo to, 21 sierpnia 1972 r. „Biała Fregata” przekroczyła linię mety na kotwicowisku Falsterbo siedem minut przed swoim głównym konkurentem. Późniejsze przeliczenia wykazały, że „Dar Pomorza” nie tylko wyprzedził niemiecki statek o całe 2,5 godziny, ale również okazał się być najlepszą jednostką spośród wszystkich żaglowców biorących udział w regatach.

WIELKI POWRÓT DO GDYNI

9 września 1972 r. zwycięski „Dar Pomorza” powrócił do Gdyni, witany przez przedstawicieli władz, zachwyconą publiczność i stęsknione rodziny członków załogi. Komendant Jurkiewicz odebrał kryształowy puchar ufundowany przez ówczesnego premiera Piotra Jaroszewicza, oraz Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. Zasłużeni marynarze zostali udekorowani Krzyżami Kawalerskimi i Krzyżami Zasług. Najbardziej doniosłe wyróżnienie dla „Daru Pomorza” i jego macierzystego portu przyszło jednak dwa lata później: kolejny międzynarodowy zlot żaglowców odbył się właśnie w Gdyni, która jednocześnie została metą północnej trasy regat.

50 lat po tamtych wydarzeniach, dzięki ogromnemu zaangażowaniu obecnej kustoszki „Daru Pomorza” Arlety Gałązki, udało się nawiązać kontakt z blisko trzydziestoma ówczesnymi członkami załogi żaglowca i studentami Wyższych Szkół Morskich w Gdyni i Szczecinie.

Rozmawiała z nią Anna Rębas:

Wielu z nich podzieliło się z Narodowym Muzeum Morskim swoimi wspomnieniami z rejsu, czego rezultatem są wyjątkowe notacje filmowe, stanowiące unikatowy zapis ważnego fragmentu historii polskiej żeglugi. Dzięki ich hojności kolekcja Muzeum wzbogaciła się również o bezcenne pamiątki związane z „Darem Pomorza”: fotografie, albumy wycinków prasowych, dokumenty, rysunki i przedmioty osobiste. W przyszłości materiały te zostaną zebrane i opublikowane w postaci pamiątkowego wydawnictwa.

Anna Rębas/aKa

Komentarze


Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj