„Święto ognia” – opowieść o walce, wyzwaniach i zwycięstwach. „Warto brać takie dary od losu”

(Fot. Radio Gdańsk/Roman Jocher)

Z nadzieją, humorem i bez łez. Chyba, że ze wzruszenia. Głośnymi oklaskami na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni nagrodzono film Kingi Dębskiej „Święto ognia”. Główną postacią jest 20-letnia Anastazja, która cierpi na porażenie mózgowe. Film jest ekranizacją powieści Jakuba Małeckiego o tym samym tytule. Jak powstawała ta produkcja? Czy wszyscy byli od początku nastawieni entuzjastycznie? Czego nauczyła praca przy tej produkcji? W naszym kinowo-radiowym studiu plenerowym spotkaliśmy się z twórcami tego filmu, którzy zdradzili nam kulisy jego tworzenia.

– To się zaczęło rzeczywiście od Piotra Dzięcioła, który przeczytał, jeszcze niewydaną, książkę „Święto Ognia”. Zadzwonił do mnie. Byłam wtedy w Zakopanem. Nic mi nie wychodziło. Jakoś tak to jest z filmami, że muszą wszystkie wiatry się złożyć i wiać w jedną stronę, żeby się to udało. To dosyć trudne w rzeczywistości postpandemicznej. No i Piotr zadzwonił. Mówił, że jest taka książka, bardzo chce ze mną pracować i zrobić razem film „Święto ognia”. Nie byłam jakoś specjalnie happy. Fajnie, bo to Piotr Dzięcioł, ale nie znam tej książki, nie znam autora. Powiedziałam sucho, że przeczytam i zadzwonię. Przeczytałam. Zadzwoniłam od razu. Piękna rzecz. Było tyle wzruszeń. Potem odkryłam Kubę Małeckiego z jego innymi powieściami. Powiedziałam Piotrowi, że wchodzę w to całą sobą – zdradza Kinga Dębska, reżyserka filmu.

KSIĄŻKI MAŁO FILMOWE. DO CZASU

– Twórczość Kuby obserwowałem od dosyć dawna. Przymierzałem się do innych książek. Niestety, są to powieści bardzo trudne do przeniesienia na ekran. Poznaliśmy się. Kuba powiedział mi, że właśnie kończy książkę, której bardzo ważnym elementem będzie balet. Wydaje mu się, że tym razem będzie nieco łatwiej. W czwartek przysłał mi plik z tą książką i przeczytałem ją w ciągu jednego wieczoru. Mimo, że jestem starym facetem, to na końcu się popłakałem – przyznaje Piotr Dzięcioł, producent filmu.

– Pierwszą rzeczą, którą wiedziałem, to to, że chcę, aby ten film zrobiła kobieta. Pierwszym nazwiskiem, które przyszło mi do głowy, była Kinga. Znam i kocham jej filmy. Bardzo się ucieszyłem, gdy zadzwoniła do mnie zapłakana po dwóch albo trzech dniach i powiedziała, że musi zrobić ten film. Tak to się zaczęło – tłumaczy.

(Fot. Radio Gdańsk/Roman Jocher)

WSIĄŚĆ DO POCIĄGU NIE BYLE JAKIEGO

– To jest taki trochę dar, który się dostaje. Pociąg zatrzymał się na mojej stacji. Mogłam wsiąść albo nie wsiąść. Pomyślałam sobie potem, że warto brać takie dary od losu. Takich propozycji nie ma dużo – zauważa Kinga Dębska.

– Zwykle tak magicznie się składa, że nagle okazuje się, iż mamy temat, który poruszamy w tym filmie, dla mnie jest to bardzo poważna choroba dziecka. Kinga powiedziała mi, że powinnam poznać dzieci, które dotknięte są dziecięcym porażeniem mózgowym. Jak się z nimi komunikować? Ja od trzech lat mieszkam w domu na wsi pod Wrocławiem. Okazuje się, że moimi najbliższymi sąsiadami za płotem są rodzice, którzy mają dwójkę dzieci, dwójkę dorosłych już chłopaków, którzy mają dziecięce porażenie mózgowe. Chciałam mieć taką jasność, jak mają rodzice Fabiana i Matiego. Zawsze mi się wydawało, że gdybym miała takie dziecko, to bym nie dała rady, załamała się i ryczała do końca swoich dni. Ja w nich przez trzy lata nie zobaczyłam u nich ani jednego załamania. Pomyślałam sobie, że chciałabym mieć tyle energii, walki, promienności, jasności i słońca, jaką mają ci rodzice – wyznaje aktorka Kinga Preis, filmowa Józefina.

Posłuchaj całej rozmowy:

Film „Święto ognia” jest jedną z produkcji walczących w Konkursie Głównym 48. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych o Złote Lwy. Zwycięzcę tegorocznego święta miłośników polskiego kina poznamy w sobotę na uroczystej gali.

Magda Manasterska/Tatiana Slowi/pb

Komentarze


Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj