Najbardziej znany sportowy „Mister Photographer” przyznaje: dla mnie robienie zdjęć jest jak gra

(fot. Radio Gdańsk/Martyna Krawcewicz)

Na największych sportowych imprezach robi zdjęcia od 20 lat. Z aparatem był już wszędzie – pod sufitem, na koszu, na dziobie łodzi. Za najlepszego się nie uważa, ale cały czas stara się, by jego zdjęcia były niepowtarzalne i inne od wszystkich. O emeryturze nie myśli, ale swoją wiedzą dzieli się z młodymi następcami. Wojciech Figurski do radiowej „Szatni FM” przyszedł bez fotograficznego sprzętu, ale z całym workiem okołosportowych anegdot.

Przyznaje, że przez to, że robi zdjęcia od dwóch dekad, może być jednym z najbardziej znanych fotografów sportowych w północnej Polsce, ale przestrzega przed używaniem pod jego adresem bardziej górnolotnych epitetów. – „Legendarny” to jest Maciej Kosycarz. „Najlepszy”? Sam znam kilku lepszych – zaznacza skromnie.

Nie da się jednak ukryć, że Wojciech Figurski od lat wyznacza standardy i inspiruje, pokazując, że nie ma miejsc, z których nie mógłby zrobić zdjęcia. – Dla mnie to sport, swego rodzaju gra. Jeśli chcę być lepszy, muszę robić coś innego niż wszyscy. Idę do góry, na dół, gdzieś dalej, dokładam nowy obiektyw, lampę, filtr, żeby to było inne, miało swój styl i wyglądało inaczej od wszystkich – wyjaśnia.

I tak od lat wchodzi na konstrukcje kosza, pod ławki rezerwowych czy pod sufity największych hal. Najgorzej wspomina pewne przygody na wodzie, choć i tych nie żałuje.

Jak zdobyć zaufanie sportowców, by zrobić im niepowtarzalne zdjęcie? Czy w czasach Instagrama i samozwańczych fotografów da się na rynku obronić jakością? I komu zawdzięcza nieoficjalny pseudonim „Mister Photographer”? O tym – i nie tylko – popularny „Figur” opowiedział w „Szatni FM”.

Posłuchaj audycji:

Michał Rudnicki, Paweł Kątnik

Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj