Po dwóch latach procedowania przez koalicjantów z rządu wyszedł projekt ustawy o statusie osoby najbliższej. Teraz trafi on na biurko prezydenta.
Jaka jest szansa na uchwalenie dokumentu? O tym w studiu Radia Gdańsk dyskutowali: Magdalena Kołodziejczak, posłanka Koalicji Obywatelskiej, Karol Rabenda, gdański radny Prawa i Sprawiedliwości i podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP, Artur Dziambor reprezentujący Polskie Stronnictwo Ludowe oraz Przemysław Olczyk z Konfederacji, prezes Ruchu Narodowego Gdynia.
PODSTAWOWE MOŻLIWOŚCI CZY POLE DO NADUŻYĆ?
Artur Dziambor stwierdził, że ustawa może się nie podobać niektórym ludziom w środowisku, jednak zapisy zmieniające stan faktyczny muszą się w prawie pojawić.
– Chodzi o to, żeby dać ludziom, którzy żyją ze sobą, możliwości, jakie powinny im przysługiwać. Mówię o dziedziczeniu czy wspólnym rozliczaniu się – tłumaczył.
– Jednym z zastrzeżeń, które w ustawie o statusie osoby najbliższej budzą kontrowersje, są kwestie podatkowe. To duży problem, że osoby po wizycie u notariusza będą mogły się rozliczać razem – zaznaczył Karol Rabenda. – Nie mówię oczywiście o ludziach, którzy faktycznie chcą się rozliczać razem, bo są w związku, tylko według mnie może tu dochodzić do pewnych nadużyć – dodał.
„LEWICOWA AGENDA”
Według Przemysława Olczyka ustawa jest pewną agendą lewicową, przeciwko której stanie prezydent Polski.
– My też, jako Konfederacja, jesteśmy przeciwko takiej ustawie – mówił.
– Na pewno ustawa będzie uchwalona przez Sejm. To jedna z dłużej procedowanych ustaw – podkreśliła z kolei Magdalena Kołodziejczak.
Rządowy projekt ustawy zakłada, że pary będą mogły zawrzeć u notariusza umowę, na mocy której będą prowadziły wspólny dom, będą miały wspólny majątek, będą wspólnie rozliczały się z podatków, dziedziczyły po sobie, a także będą mogły otrzymywać informacje medyczne o partnerze. Status osoby najbliższej nie jest tożsamy z pozostawaniem w związku małżeńskim.
Rozmowę przeprowadziła Agnieszka Michajłow. Posłuchaj:
ts/aKa





