Rodzina z Ustki straciła dach nad głową. Uciekając przed pożarem, nie mieli czasu na ratowanie dobytku. Stracili wszystko. Teraz Bartosz Pabis, jego trzej synowie i żona proszą o pomoc. Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Ustce prowadzi zbiórkę rzeczową. Oprócz tego, przyjaciele rodziny uruchomili zbiórkę internetową, ale to nadal kropla w morzu potrzeb.
Bartosz Pabis podkreśla, że są chwile, na które nikt nie jest w stanie się przygotować, w których dorobek całego życia zamienia się w dym i popiół. – Tak stało się 30 stycznia o godzinie 21:30. Najpierw zobaczyłem sufit, który jakby zaczął falować. chwilę po tym buchnęły płomienie. Ratowaliśmy synów, nie było czasu zadbać o cenne rzeczy. Wybiegliśmy tak, jak staliśmy. Ja do tej pory jestem ubrany w nadpalone spodnie. Jesteśmy załamani – mówi.
STRACILI WSZYSTKO
Pięcioosobowa rodzina straciła wszystko. Dom, który latami budowali sami i dawał im poczucie bezpieczeństwa, w kilka minut zamienił się w pogorzelisko. Żywioł doszczętnie strawił drewniany dach, a nawet doprowadził do pęknięć ścian. Budynek nadaje się jedynie do rozbiórki. Rodzina mieszka tymczasowo w hotelu, ale już martwi się o przyszłość – przede wszystkim trójki chłopców, którzy muszą wrócić do szkoły.
– Musimy zapewnić godne warunki chłopcom. Muszą wrócić do szkoły, a stracili wszystko – od ubrań, po książki. Nie mają nic. Musimy to przetrwać, dla nich, ale nie jest łatwo, kiedy ma się świadomość, że zostaliśmy pozbawieni dachu nad głową – wyjaśnia Aleksandra Pabis.

(fot. Radio Gdańsk/Łukasz Kosik)
„NAJWAŻNIEJSZE, ŻE ŻYJĄ”
Tymczasowe schronienie rodzina znalazła w usteckim hotelu Posejdon. To tu spędzili pierwszą noc od pożaru. Jak przyznają, trudno jest im zasnąć, wiedząc, że stracili cały dobytek. Chłopcy są w wieku od 11 do 17 lat. Dzięki wsparciu przyjaciół otrzymali ubrania i środki czystości, jednak ich największym problemem jest brak dachu nad głową. Dlatego znajomi uruchomili dla nich zbiórkę na stronie internetowej zrzutka.pl
– Najważniejsze, że żyją. Teraz musimy im pomóc. Prosimy ludzi wielkich serc o wsparcie, bo bez niego trudno będzie im wrócić do normalnego życia, nie wspominając o odbudowie domu. Każda, nawet najmniejsza kwota, pomoże pokryć koszty związane z zakupem artykułów codziennego użytku, mebli, wynajmu tymczasowego lokalu czy odbudowy domu – mówi Agata Pabis, siostra poszkodowanego w pożarze.

(fot. Radio Gdańsk/Łukasz Kosik)
Z pożaru udało się uratować jeszcze dwa psy, które pan Bartosz wyciągnął z płonącego budynku w ostatniej chwili. Mieszkańcy Ustki pomagają, jak mogą. Straty wyceniono na kilkaset tysięcy złotych.
Posłuchaj materiału naszego reportera:
Łukasz Kosik/aKa





