Nie ma mocnych na siatkarzy Energi Trefla w Ergo Arenie. Tak było jesienią, tak jest również po Nowym Roku. Gdańszczanie wrócili po świątecznej przerwie i pokonali Asseco Resovię Rzeszów 3:1 (23:25, 26:24, 25:19: 27:25).
Początek był nieco niemrawy, ale prawda jest taka, że Trefl mógł wygrać otwierający set. Prowadził w końcówce 21:18, a to przecież niemały kapitał. Pojawiły się jednak nerwy i nieco bałaganu na parkiecie, a gościom spokoju nie zabrakło i to rzeszowianie wygrali 25:23.
RDZA W PIERWSZYM SECIE
– To był trochę kurz, taka rdza noworoczna. Graliśmy fajną siatkówkę, ale wypuściliśmy końcówkę. A jednak czuliśmy, że to jest nasza hala i że lubimy tutaj grać – komentował później Moustapha M’Baye. I rzeczywiście w kolejnych setach Trefl domową moc pokazał. Najpierw rozstrzygając na swoją korzyść końcówkę drugiego, chociaż nerwów też nie brakowało. Gdańszczanie zmarnowali dwie piłki setowe i doszło do gry na przewagi. Najkrótszej z możliwych – gospodarze zwyciężyli 26:24.
UZALEŻNIAJĄCA ADRENALINA
W trzecim secie odskoczyli jeszcze mocniej. Najpierw zbudowali pięciopunktową przewagę, by trwonić ją tak, że stopniała do zaledwie jednego oczka. Później raz jeszcze przycisnęli i wygrali wyraźnie 25:19. W czwartym secie poszli za ciosem, prowadzili 9:4 i znów przewagę roztrwonili. Druga część tej partii była już rozgrywana na noże, ale w końcówce gdańszczanie ponownie byli lepsi. Wygrali 27:25, a cały mecz 3:1.
– Świetnie gra się takie końcówki. Hala na pewno niesie, są emocje i adrenalina. Właśnie dla takich końcówek uprawia się tę dyscyplinę – ta adrenalina jest wręcz uzależniająca – mówił M’Baye. Jemu i kolegom pomagało z trybun ponad 5800 kibiców.
Energa Trefl Gdańsk: Nasevich 23, Brand 20, Orczyk 13, M’Baye 12, Nowakowski 9, Worsley 3, Koykka (l.), Sobański, Kogut, Schulz
Asseco Resovia Rzeszów: Butryn 21, Cebulj 18, Szalpuk 16, Demayenko 10, Janusz 3, Poręba 1, Shoji (l.), Louati, Nowak, Zatorski
Tymoteusz Kobiela/Mat. pras.





