Ahoj! Tym razem ekipa Radia Gdańsk płynie Szlakiem Kanału Elbląskiego. Naszą wodną przygodę zaczynamy w Ostródzie. W tym roku płyniemy łódką o nazwie „Rejs”. Przemierzana przez nas trasa jest o tyle wyjątkowa, że „płynąć” będziemy nie tylko po wodzie. Jak to możliwe? Kanał Elbląski słynie z pochylni, po których łódki i statki przeciągane są na specjalnych wózkach po suchym lądzie – ale to jeszcze przed nami.
Na początek przedstawimy naszą załogę. Na pokładzie houseboata „Rejs” witają się z wami Basia Kopaczewska, Kasia Hirsz, Andrzej Dubas i Włodek Raszkiewicz.
TAM, GDZIE STATKI PŁYNĄ PO TRAWIE I GÓRACH
W ramach przygotowań do wyprawy – jeszcze przed podróżą – postanowiliśmy dowiedzieć się najważniejszych wiadomości z historii naszego szlaku wodnego. Jak to się stało, że jeziora na Mazurach z portami w Elblągu i Gdańsku połączyła droga wodna z pięcioma pochylniami? O tym opowiadał nam Cezary Wawrzyński, zastępca burmistrza Ostródy, znawca historii żeglugi na tym terenie, osoba znająca wszystkie tajemnice Kanału Elbląskiego. Dowiedzieliśmy się między innymi, że tu statki płyną po trawie i po górach.
Posłuchaj rozmowy z Cezarym Wawrzyńskim:
JAKA NAZWĘ MA TEN KANAŁ
– To będzie niespieszna podróż, której towarzyszyć mają wodne opowieści. O fachowe przewodnictwo dbać będą Wody Polskie, z którymi realizujemy wyprawę – zapowiedział z pokładu Włodek Raszkiewicz.
Naszą pływającą jednostkę odwiedzili już pierwsi goście. Na pokładzie „zameldował się” m.in. Andrzej Ryński, dyrektor Wód Polskich w Gdańsku.
Włodek Raszkiewicz zapytał gościa o nazwę kanału, który na mapach jest oznaczony jako Kanał Elbląski. Tymczasem Włodek, ostródzianin z urodzenia, twierdzi, że… to błąd, bo w Ostródzie wszyscy nazywają drogę wodną Kanałem Ostródzko-Elbląskim! Jaka zatem jest prawda?
Posłuchaj rozmowy z Andrzejem Ryńskim:
OSTRÓDA DUMNA Z ŻEGLARKI
Rejs rozpoczęliśmy w Ostródzie – mieście, w którym wychowała się i uczyła żeglarstwa Krystyna Chojnowska-Liskiewicz. – Czyli przepłynięcie houseboatem do Elbląga jest dobrym początkiem, żeby zrobić światową wodniacką karierę i zostać honorowym obywatelem miasta, jak pani Krystyna? – z uśmiechem pytał Włodek Raszkiewicz
Na przystani Klubu Żeglarskiego Ostróda rozmawiał o słynnej żeglarce i mieście, do którego lubiła wracać. A opowiedział o tym Krzysztof Kurowski, kierownik klubu, pokazując przy okazji lampę i banderę, które na jej Mazurku opłynęły świat.
Posłuchaj rozmowy z Krzysztofem Kurowskim:
ŚLUZOWE ŻABKI
– Halo, halo, witamy i do pierwszej śluzy na naszej trasie wpływamy – mówi Włodzimierz Raszkiewicz. Pierwszy odcinek przepływamy razem z Pawłem Gołębiewskim, kierownikiem Nadzoru Wodnego w Ostródzie.
– Wyrównujemy poziom z Jeziorem Pauzeńskim. Różnica to około 1,50 m. Jesteśmy przymocowani do krzyży cumownicy. Wasza ekipa robi wszystko jak należy – podkreśla.
Posłuchaj rozmowy z Pawłem Gołębiewskim:
Pierwszy odcinek za nami! Kilka minut na wodzie i pierwsza śluza o nazwie „Ostróda” za nami.
Śluzy na Szlaku Kanału Elbląskiego słyną z tego, że są bardzo wąskie, ale kto, jak nie my! Dzięki precyzji i doświadczeniu naszego kapitana Andrzeja Dubasa, poszło jak bułka z masłem.
Aby wypłynąć na szerokie wody, musimy pokonać jeszcze jedną śluzę: „Mała Ruś”. Tutaj czeka na nas pan Jan, śluzowy. Nie tylko on jednak wyszedł nam na przywitanie. Przywiązując cumę spotkaliśmy śluzowe… żabki.
– Jakie to jest życie śluzowego? Nic nie robisz, słońce świeci, ptactwo śpiewa, zieleń wokół i od czasu do czasu ktoś przepłynie? – pyta pana Jana Włodek Raszkiewicz.
– Trzeba być w pracy, pilnować się. Niby nikogo nie ma, wybija godzina 19:00 i nagle zaczynają spływać. To jest albo początek, albo koniec szlaku ostródzko-elbląskiego. Słynął on kiedyś ze spływu drewna. Na każdym kilometrze przy jeziorze był tartak. Te drewno wykorzystywali Niemcy – opowiada pan Jan.
– A kiedy wymyślił pan sobie, że będzie śluzowym? – ponownie pyta Włodek.
– To był rok 1991, ściągnięto mnie tu wtedy do pracy. Były tutaj zakłady okrętowe, które przeistoczyły się później w Stocznię Gdańską. Na początku, po wojnie, były tutaj też tartaki wodne. Znajdowała się tu też tzw. beczkarnia, która przeistoczyła się w zakłady jachtowe. Kiedyś Jezioro Szeląg było strefą ciszy. Z czasem dopuszczono wszystkie silniki – kontynuuje.
– Więc jesteśmy tu intruzami? – zmartwił się Włodek.
– Nie, dlaczego? To jest teren dla turystów. Nasza śluza budowana była w 1867 roku z pali dębowych. W latach 30. przebudowano ją, używając cegieł. Ten materiał w 1981 roku przerobiono na beton, ale śluzę wtedy pokrzywiono: miała zaledwie 3,18 m. Dziesięć lat temu miał miejsce ostatni remont, wszystko jest operowane z pilota, obsługiwane przez silniki. Kiedyś śluzowy miał tylko korbę. Również teraz, w każdej chwili możemy się odłączyć i dalej korbować – tłumaczy.
Posłuchaj rozmowy z panem Janem:
Po wypłynięciu ze śluzy „Mała Ruś” Kanałem Ostródzkim wpłynęliśmy na jezioro Szeląg Wielki. W kierunku Starych Jabłonek przepływaliśmy przez klimatyczny, stary tunel…
REJS NA „REJSIE”
Dziś naszą przygodę kończymy w cichej i spokojnej przystani w Starych Jabłonkach. Czas umila nam kawa, piękne widoki i śpiew ptaków. Dokąd wypłyniemy jutro? W planach Miłomłyn, ale jak potoczą się losy naszej załogi? Zapraszamy do jutrzejszej relacji od serca!
Partnerem rejsu jest Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Gdańsku Wody Polskie.
Katarzyna Hirsz/Włodzimierz Raszkiewicz/Rafał Korbut/aKa/ua