Błędne pozycje statków, spadające drony czy problemy z nawigacją w urządzeniach – to tylko niewielka część skutków zakłóceń sygnału GPS nad Bałtykiem. Zdaniem ekspertów za tymi działaniami stoją Rosjanie. Coraz więcej problemów przez błędne wskazania mają również firmy odpowiadające za budowę morskich farm wiatrowych, a przy wielomiliardowej inwestycji liczy się precyzja, bo fundamenty wiatraków muszą być wbite w dno morskie z dokładnością co do pół metra.
– Każdego tego typu zakłócenie przekłada się na trudności, które nas również dotykają, dlatego oprócz warunków pogodowych, które mają duży wpływ na naszą pracę, dochodzi także ten aspekt. Projekty, które są realizowane przez nas na morzu, są bardzo skomplikowane. W szczytowym momencie mieliśmy do 20 jednostek pracujących w tym samym czasie i problemy z GPS-em bardzo nam utrudniały realizację etapów prac – informuje Krzysztof Bukowski z Baltic Power.
Firma ma do dyspozycji również inne systemy, dzięki którym jest w stanie zastąpić dane z GPS-u innymi, ale jest to czasochłonne i kosztowne. Pomimo utrudnień harmonogram prac nie jest opóźniony.

„GPS TO ŚWIĘTOŚĆ”
Przez zakłócanie sygnału GPS problem odczuwają również żeglarze i rybacy, którzy coraz częściej nie mogą odnaleźć łowisk i pozostawionych w morzu sieci.
– System GPS w międzynarodowej żegludze czy rybołówstwie to na obecną chwilę świętość. To jedyny pewny system nawigacji, który opiera się na takim typowaniu satelitarnym pozycji, a jeżeli w tym systemie powstają jakieś luki czy zakłócenia, to zagrożona jest światowa żegluga – zaznacza prezes Rybaków Polskich Grzegorz Hałubek.
Dla wielu rybaków jest to system podstawowy i najważniejszy, bez którego wielu armatorów nie wyjdzie na otwarte morze. Im dalej od lądu, tym bardziej uzależnieni są od niego kapitanowie jednostek. Obecnie niewiele osób jest w stanie poradzić sobie bez wsparcia nowoczesnych urządzeń, bo większość nie zna starych, analogowych metod określania pozycji czy kursu.

POWRÓT DO MAP
Wielu żeglarzy, którzy właśnie przygotowują się do sezonu letniego, nie ukrywa, że najszybszym i najpewniejszym rozwiązaniem jest powrót do tradycyjnego nawigowania w oparciu o mapy.
– Wydaje mi się to nieuniknione, przed nami etap, kiedy żeglarze i motorowodniacy dla własnego bezpieczeństwa muszą zmienić system patrzenia na nawigację i powrócić do starej terrestrycznej, kiedy używało się map, pisanych cyrkli i poza GPS-em sprawdzać położenie – wyjaśnia Hubert Bierndgarski, żeglarz, ratownik Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa.
Dziś wielu żeglarzy, pokonując Bałtyk, mimo posiadania systemu GPS, ploterów i innych urządzeń elektronicznych, również korzysta z drukowanych map.

OBAWY O BEZPIECZEŃSTWO
W oparciu o dane z GPS-u prowadzone są nie tylko morskie inwestycje czy rybackie rzemiosło. Także morska turystyka i sezonowe żeglarstwo zbliżające się wielkimi krokami wraz z latem powodują coraz większe obawy o bezpieczeństwo w portach i strefie przybrzeżnej.
– Wszelkie zakłócenia tego systemu są skrajnie niebezpieczne. O ile na lądzie złe działanie GPS-u może spowodować, że zabłądzimy czy wolniej dojedziemy do celu, to na morzu jest to często kwestia życia i śmierci, dlatego koniecznie, możliwie jak najszybciej, ten problem trzeba rozwiązać systemowo – zaznacza Maciej Karaś, prezes Zarządu Portu w Ustce.
Na problemy z elektroniczną nawigacją skarżą się także Finowie i Norwegowie. W Polsce zakłócenia występują od Zatoki Gdańskiej po środkowe Pomorze. Zakłócenia sygnału GPS i fałszowanie danych znacznie się nasiliły po wybuchu wojny na Ukrainie, a ich źródłem mogą być systemy rozmieszczone w obwodzie królewieckim. Specjaliści apelują, aby przed wyjściem w morze sprawdzać informacje w Biurze Hydrograficznym Marynarki Wojennej, które na bieżąco informuje o zakłóceniach.
Posłuchaj materiału reportera:
Łukasz Kosik/puch
Czytaj też:
Problemy z GPS na Wybrzeżu i spadające drony. Eksperci o kulisach wojny hybrydowej








