Tuż po wojnie w Słupsku łatwiej było o kulę w łeb niż o kawałek chleba – mówi Zdzisław Gągała. 95-latek przyjechał do miasta latem 1945 roku jako 14-letni chłopak wraz z rodziną i jest jednym z pierwszych polskich osadników w Słupsku. Kilka lat później został zatrzymany wraz z grupą kolegów za działalność podziemną i tak zwane rekwizycje, czyli rabunki sklepów. Pieniądze miały służyć organizowaniu grupy, ale organizacja została rozbita, a jej członkowie usłyszeli wyroki długoletniego więzienia. Zdzisław Gągała spędził za kratami sześć lat.
– Czekaliśmy na Andersa, w Słupsku spotykałem różnych ludzi, byli też tacy, którzy walczyli pod Monte Cassino, były przypadki, że strzelano na ulicach. Rosjanie byli panami życia i śmierci, robili co chcieli. Rabowali, rozbierali fabryki i wszystko, co się dało, wywozili z miasta. Nasza grupa jakoś tak się zawiązała, byliśmy młodzi, ale mieliśmy broń i rozrabialiśmy – wspomina Zdzisław Gągała.
Opowieści mieszkańca Słupska można posłuchać poniżej:
Przemysław Woś/am








