60 ton ryby za 17 tysięcy złotych? To podejrzane połowy – mówią wędkarze i aktywiści, którzy domagają się kontroli w Słowińskim Parku Narodowym.
Mieszkańcy i wędkarze z gminy Smołdzino oskarżają władze Słowińskiego Parku Narodowego o brak należytej kontroli nad połowami prowadzonymi przez prywatną spółkę rybacką na jeziorze Łebsko. Zdaniem aktywisty Tomasza Pietrzaka tylko w tym roku firma z Izbicy wyłowi 170 ton ryb. Według niego ma to negatywny wpływ na ekosystem.
– Słowiński Park Narodowy traktowany jest jak prywatny folwark. Z jednej strony są mieszkańcy, którzy mają coraz więcej nakazów i zakazów, a z drugiej spółka rybacka na jeziorze Łebsko, która może łowić potężne ilości ryb. Dyrektor tłumaczy, że mogą, bo byli tu od zawsze, ale ekspertyza naukowców wykonana dla Słowińskiego Parku Narodowego jasno mówi, że przez lata prowadzenia takich właśnie odłowów doszło do znaczących zaburzeń struktury jakościowej i ilościowej rybostanu – dodaje.
„NIC ZŁEGO SIĘ NIE DZIEJE”
Oskarżeniom kategorycznie sprzeciwia się Łukasz Ciżmowski, dyrektor Słowińskiego Parku Narodowego, który podkreśla, że odłowy są pod ścisłą kontrolą naukowców i strażników parku.
– Nie jest prawdą, aby na jeziorach leżących na terenie parku narodowego prowadzona była intensywna gospodarka rybacka. Zasady, które aktualnie obowiązują na jeziorze Łebsko, są szeroko konsultowane zarówno z radą naukową, jak i naukowcami, którzy współpracują ze Słowińskim Parkiem Narodowym – zaznacza.
Władze parku zapewniają, że rybacy są zobligowani do odłowu głównie ryb karpiowatych, a ryby drapieżne, które czasami znajdują się w siatkach, nie mogą stanowić więcej niż 15 procent odłowu ryb karpiowatych.

NIERÓWNY PODZIAŁ ZYSKÓW?
Spółka rybacka z Izbicy, która wygrała przetarg na odłów ryb, zgodnie z zawartą umową przekazuje parkowi prowizję w wysokości 20 procent wartości odłowionych i sprzedanych ryb. Zdaniem mieszkańców Smołdzina i protestujących aktywistów to zdecydowanie za mało. Wskazują oni, że więcej do kasy parku wpłacają wędkarze.
– Podczas gdy prywatna spółka rybacka masowo eksploatuje państwowe jezioro, odprowadzając do budżetu parku śmieszne ochłapy, zwykli polscy wędkarze są łupieni i odsuwani na margines. W ubiegłym roku spółka zapłaciła prawie 17 tysięcy złotych, a w tym samym czasie wędkarze wpłacili do kasy parku około 180 tysięcy złotych – dodaje Tomasz Pietrzak.
Powodem tak niskiej prowizji zdaniem mieszkańca Smołdzina są kuriozalne ceny minimalne, jakie dyrekcja parku ustaliła w przetargu. Dla przykładu cenę sprzedaży kilograma węgorza ustalono na poziomie 42 złotych, podczas gdy w Wigierskim Parku Narodowym ceny te są dwukrotnie wyższe i sięgają około 70 złotych za kilogram.
TRADYCJA RYBAKÓW I TROSKA O ŚRODOWISKO
Poprzednie władze Słowińskiego Parku Narodowego w 2023 roku zmieniły zasady współpracy z rybakami, wprowadzając ceny minimalne, według których rybacy mieli sprzedawać ryby. Wywołało to falę protestów. Armatorzy skarżyli się, że stawki są zbyt wysokie, dlatego przestali łowić na jeziorach Gardno i Łebsko. Powrócili na łowiska po zmianie władzy.
– Działalność rybaków na terenie Słowińskiego Parku Narodowego wpisana jest w kilkudziesięcioletnią tradycję. Oni byli tu od zawsze i prowadzili połowy w ramach zagwarantowania równowagi w ekosystemie oraz zachowania proporcji, jeśli chodzi o drapieżniki i ryby spokojnego żeru. W tym zakresie ogłaszamy co jakiś czas przetargi. W tym roku na dwa jeziora mieliśmy złożone trzy oferty – wyjaśnia dyrektor Słowińskiego Parku Narodowego.
Wędkarze i aktywiści nie wierzą w zapewnienia dyrekcji parku, dlatego rozpoczęli zbiórkę podpisów pod petycją do ministra klimatu i środowiska o wszczęcie kontroli oraz zwiększenie liczby miejsc dla wędkarzy. Podkreślają, że każdego roku wpłacają oni do kasy parku około 180 tysięcy złotych, podczas gdy spółka za odłów 60 ton ryb zapłaciła 17 tysięcy złotych.
Posłuchaj materiału reportera:
Łukasz Kosik/puch








