Ponad 15 tys. osób śledziło na portalu Flightradar, jak Lech Poznań próbuje się dostać na Wyspy Owcze, gdzie w kwalifikacjach Ligi Konferencji miał się mierzyć z KI Klaksvik. Nie dotarł na czas, mówiło się, że mistrz Polski ociera się o walkowera, ale ostatecznie mecz udało się przełożyć, a dzień później „Kolejorz” wygrał 5:0. Czy w tej sytuacji można było coś zrobić lepiej? Na to pytanie w „Szatni FM” próbował odpowiedzieć Patryk Dittmer, wieloletni kierownik drużyny w Lechii Gdańsk i piłkarskiej reprezentacji Polski U-20, od stycznia związany z IV-ligowymi Czarnymi Pruszcz Gdański.
Gość audycji podkreślał, że choć przyjęło się, że za logistykę odpowiada właśnie kierownik drużyny, to tak naprawdę decyduje o tym znacznie większa grupa. – Kierownik może sobie zorganizować jeden mecz „na spontanie”. Ale w sytuacji, kiedy Lech od lat gra w Europie, nie może stać za tym jedna osoba. Kierownik najczęściej przygotowuje opcje, prezentuje wachlarz możliwości, jakie są na dany mecz. Tak było choćby kiedy pracowałem w Lechii. Później całym sztabem spotykaliśmy się i analizowaliśmy wszystkie za i przeciw – wyjaśnił Patryk Dittmer.
Jak się okazuje, nie trzeba lecieć na Wyspy Owcze, żeby w podróży na mecz lub przy jej przygotowaniu napotkać na niespodzianki. Wieloletni kierownik biało-zielonych w audycji wspominał choćby sytuacje, kiedy w ciągu doby musiał zorganizować samolot z załogą, bo trener Piotr Nowak w ostatniej chwili zapragnął udać się do Krakowa drogą powietrzną. Innym razem ten sam szkoleniowiec zażyczył sobie wylotu… w dniu meczu. O dziwo, z obu tych spotkań Gdańszczanie wracali z punktami.
O tych i innych sytuacjach, a także o tym, skąd właściwie biorą się kierownicy drużyn i jakie plany mają Czarni Pruszcz Gdański, skoro będąc w IV lidze sięgają po tak uznane nazwiska na pomorskim rynku piłkarskim, Patryk Dittmer opowiedział w „Szatni FM”.
Posłuchaj audycji:
Michał Rudnicki








