Energa Czarni Słupsk po walce do ostatniej sekundy przegrali mecz inaugurujący nowy sezon PGE Basket Ligi. Zespół Krzysztofa Szablowskiego uległ Legii Warszawa 76-79. Rzut na dogrywkę miał równo z syreną kończącą mecz Keevan Veinot, ale źle rozegrał akcję i nie trafił do kosza.
Czarni nie byli faworytem spotkania z dwukrotnym mistrzem Polski z rzędu oraz zdobywcą Superpucharu. Gospodarze przegrywali w meczu różnicą nawet 13 punktów, ale zdołali doprowadzić do zaciętej końcówki.
– Mamy sporo do poprawienia. Nie możemy grać, mając aż 21 strat w spotkaniu. To nieakceptowalne – podkreślał po meczu trener Legii Warszawa Haiko Rannula.
NIEMOC W ATAKU GŁÓWNYM PROBLEMEM CZARNYCH
Energa Czarni Słupsk dobrze bronili w tym spotkaniu, a głównym mankamentem była niemoc w ataku. Dwaj liderzy zespołu Keevan Veinot i Dominic Green trafili łącznie tylko 5 z 24 rzutów z gry.

– Nie byłem zdenerwowany, jestem doświadczonym graczem i taki mecz się już nie powtórzy. Nie mogę się doczekać kolejnego spotkania – mówił na pomeczowej konferencji Green, który zamiast szykować się do odpoczynku, po meczu wrócił na halę, by trenować rzuty.
CZARNI SŁUPSK CHCĄ WYGRYWAĆ KAŻDY MECZ
– Chcę podziękować moim zawodnikom, zanim pogratuluję Legii. Chcemy i musimy walczyć w każdym meczu, chcemy wygrywać każdy mecz, bo taka jest ta liga i takie spotkania nas czekają. Doping kibiców był dziś fantastyczny, momentami miałem gęsią skórę – podsumował mecz trener Energa Czarnych Słupsk Krzysztof Szablowski.
Gospodarze grali bez wciąż leczącego kontuzję Kacpra Borowskiego, w trzeciej kwarcie w 20 sekund trzy faule, w tym jeden techniczny, otrzymał Demond Robisnon i do końca meczu już nie zagrał. Został wykluczony z gry z powodu pięciu przewinień osobistych. Na plus w zespole gospodarzy na pewno pokazali się Mason Madsen, Dorde Dimitrijevic i Dominik Grudziński.
Czarni mają jednak trudny terminarz. W najbliższych kolejkach grają z Anwilem, Stalą Ostrów i Dzikami Warszawa.
Posłuchaj:
Przemysław Woś/ua








