Ceny energii zabijają niektóre branże. Ekspert: „To skutek szaleństwa klimatystów unijnych”

Dlaczego spada zapotrzebowanie na półprzewodniki i co to oznacza do rozwoju nowoczesnych technologii na świecie? Z czego wynika mały entuzjazm Polaków do zaangażowania w pracę? Jak Europa chce oszczędzać na korzystaniu z energii? Odpowiedzi na te pytania usłyszeliśmy w audycji „Ludzie i Pieniądze”, podczas której Iwona Wysocka rozmawiała z Arturem Kiełbasińskim, redaktorem naczelnym „Dziennika Batyckiego”, oraz rzecznikiem „Solidarności” Markiem Lewandowskim.

Energetyka to teraz najbardziej elektryzujący temat w całej Unii Europejskiej i nie tylko. „Skokowe wzrosty cen energii grożą hekatombą, falą bankructw firm i wzrostem bezrobocia” – ostrzega „Dziennik Gazeta Prawna”. Szef Solidarności Piotr Duda postuluje zwołanie pilnego spotkania z premierem na temat pomocy dla firm energochłonnych; stwierdził, że ceny energii elektrycznej i gazu nie są rynkowe, a spekulacyjne. to samo jeśli chodzi o emisję CO2. Zaznaczył, że „wzrost kosztów jest tak duży, że produkcja w wielu branżach przestaje być opłacalna”. – A jeśli przestaje być opłacalna, to czy rynek pracy jest zagrożony w tych firmach energochłonnych i co można zrobić na poziomie polskim oraz europejskim, aby to zmienić? – pytała prowadząca rozmowę.

– Zanim spojrzymy na rynek pracy, najpierw porozmawiajmy o energii, bo to nie tylko chodzi o nią samą, a o jej koszty. Jeżeli 50 do nawet 70 proc. kosztów funkcjonowania firm to koszty energii, to wzrost o 200 – 300 proc. (a w niektórych przypadkach mamy do czynienia z tak dużym skokiem) powoduje, że taka firma nie ma najmniejszej możliwości funkcjonowania, nie mówiąc już o konkurowaniu. Są branże (np. huty aluminium, ołowiu, cynku) gdzie giełdy dosyć ściśle określają wartości tych produktów i nie są w stanie przy takiej cenie energii funkcjonować. Cały problem polega na tym, że to nie tylko jest wynikiem wzrostu na rynkach cen ropy czy gazu, ale także jest to skutek polityki klimatycznej Unii Europejskiej. I musimy to uparcie przy każdej okazji podkreślać, że to szaleństwo klimatystów unijnych, te wszystkie systemy dopłat, ETS, programy Zielonego Ładu, czy ten „Fit for 55” skutkują tym, że ceny energii, nawet bez wojny, poszybowały bardzo wysoko. Natomiast wojna, jak w wielu dziedzinach, obnażyła strukturalne problemy poszczególnych branż, w tym właśnie branży energetycznej. Dzisiaj albo spowodujemy, że ten główny koszt energii dla firm energochłonnych był niższy (poprzez dopłaty, czy wsparcie) albo one zbankrutują i wtedy ten skutek na rynku pracy będzie oczywisty i to będzie niosło za sobą problemy. Polski rząd pod tym wszystkim się podpisał. Pod „Fit for 55”, pod ETS, pod Zielonym Ładem są podpisy polskiego rządu. Ostrzegaliśmy przed tym, że to będzie miało dramatyczne skutki dla polskiej gospodarki – mówił Lewandowski.

– Pod ETS są podpisy polskiego rządu, natomiast kiedy ten system był wprowadzany pod koniec poprzedniej dekady, były ostrzeżenia, spekulowano, że to bardzo mocno uderzy w nasz przemysł, ale najpierw rząd Donalda Tuska, potem rząd Ewy Kopacz nie zaskarżał tego, a rząd Ewy Kopacz w zasadzie już nie mógł tego ustalać, to była odpowiedzialność rządu Donalda Tuska i to trzeba jasno powiedzieć. Tutaj są co najmniej dwie kwestie. Pierwsza jest taka, że Polska zawsze wychodziła obronną ręką z kryzysów gospodarczych, dlatego, że mamy względnie mocny przemysł. Oczywiście nie jesteśmy państwem tak uprzemysłowionym, jak np. Niemcy, natomiast na tle innych państw w Europie liczba firm produkcyjnych, liczba firm przemysłowych jest względnie duża, poziom zatrudnienia w tych firmach jest względnie duży w stosunku do całości gospodarki. W tej chwili to jest ogromne zagrożenie, to o czym mówił mój przedmówca. Właśnie te firmy produkcyjne, firmy energochłonne są bardzo zagrożone właśnie z powodu kryzysu energetycznego, z powodu cen energii i rzeczywiście trzeba próbować nie tylko ratować te firmy, ale też zastanowić się, jaką dalej prowadzić politykę energetyczną tak, żeby te firmy nie balansowały na skraju bankructwa. To, że coś uda się przedłużyć o pół roku, czy o rok, uda się przetrwać ciężką zimę, to jest jedno, natomiast pytanie jest takie, czy będziemy potrafili wypracować taką metodę, żeby jednak to, co się dzieje na rynku energii, w dłuższej perspektywie mogło np. wzmacniać nasze firmy, a nie je osłabiać – to jest punkt pierwszy. Punkt drugi, bardzo charakterystyczny – sytuacja z polityką klimatyczno-energetyczną w Europie jest taka, że Komisja Europejska narzuca jakieś standardy, próbuje wprowadzać jakieś zasady, wprowadza różne projekty, ale jak trwoga, to do rządów narodowych. W obecnej chwili to rządy narodowe, rząd polski, ale też akurat rząd niemiecki, rząd francuski, inne rządy próbują ratować sytuację swoich firm, swoich gospodarek, a Komisja Europejska tak jakby była ponad tym – zaznaczył Kiełbasiński.

aKa/raf

Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj