Michał Tramer, były dyrektor Teatru Lalki Tęcza, nie zniknął ze świata sztuki wraz z zakończeniem swojej dyrektorskiej misji. Przeciwnie – dziś wydaje się jeszcze bliżej tego, co zawsze było dla niego najważniejsze: samego aktu tworzenia.
Jego najnowszy reżyserski projekt, „Brzydkie kaczątko” w Zielonej Górze, pokazuje artystę skupionego na opowieści, obrazie i emocji. Tramer, znany z wrażliwości na formę i detal, konsekwentnie buduje świat sceniczny, w którym lalka, aktor i przestrzeń pozostają w równowadze.
– To spektakl czytany nie tylko jako klasyczna baśń Andersena, lecz także jako historia o inności, dojrzewaniu i potrzebie odnalezienia własnego miejsca – mówi Michał Tramer.
„DŁUBANIE” W DREWNIE
Po odejściu z funkcji dyrektora codzienność Tramera wypełniło również coś z pozoru odległego od teatru – praca z drewnem. „Dłubanie” stało się dla niego formą odpoczynku, ale i przedłużeniem teatralnego myślenia. Drewno, podobnie jak lalka, wymaga cierpliwości, uważności i szacunku do materiału.
– Każdy sęk, każda nierówność narzuca własne rozwiązania – dokładnie tak, jak w pracy scenicznej. To nie hobby w znaczeniu ucieczki od sztuki, lecz inny jej wymiar. Praca rękami porządkuje myśli, pozwala zwolnić tempo i wrócić do źródeł twórczości, w których liczy się proces, a nie funkcja czy tytuł – mówi Michał Tramer.
Dziś Michał Tramer funkcjonuje pomiędzy sceną a warsztatem – reżyserując, projektując, tworząc. Bez dyrektorskiego biurka, ale z niezmienną ciekawością świata i potrzebą opowiadania historii. Czy to za pomocą lalek, aktorów, czy kawałka drewna.
Posłuchaj:
Joanna Merecka-Łotysz/aKa





