W schronisku w Słupsku znęcano się nad zwierzętami. Były polewane zimną wodą, głodzone i bite. Mam na to dowody – twierdzi radna klubu Słupsk Wspólnie Beata Kątnik. Podkreśliła, że zdarzenia potwierdziło co najmniej kilku świadków, a sprawa wraz z dowodami została zgłoszona prokuraturze.
– Biorę odpowiedzialność za to, co mówię. Zwierzęta były bite i wrzucane do nieodpowiednich boksów, do agresywnych psów, żeby ukryć poważne pobicia. Były polewane zimną wodą i głodzone. Wiem, że to są bardzo poważne oskarżenia, ale biorę za nie odpowiedzialność, bo to widziałem. Są na to dowody – mówi radna Kątnik.
Żadna z dotychczasowych kontroli w słupskim schronisku dla zwierząt nie wykazała zachowań, o jakich alarmuje radna Kątnik. Jedyne nieprawidłowości dotyczyły ilości zgromadzonej karmy.
Radna Beata Kątnik była gościem Studia Słupsk. Posłuchaj rozmowy:
Urząd Miejski w Słupsku wysłał do redakcji Radia Gdańsk komentarz dotyczący sprawy. Poniżej przedstawiamy jego pełną treść.
Oskarżenia Radnej, słowa, jakie padły bardzo mocne; osoba używająca takich słów powinna mieć świadomość odpowiedzialności i ewentualnych konsekwencji, ponieważ wszystko, co mówimy, wpływa na nas samych oraz na ludzi, do których te słowa kierujemy.
Schronisko słupskie jest prowadzone przez organizację pozarządową, ale kontrolowane tak przez Słupsk, jak pozostałe samorządy, współtworzące z nami to miejsce.
Nigdy nie spotkaliśmy się w trakcie kontroli przeprowadzanej przez Urząd Miejski w Słupsku z jakimikolwiek dowodami krzywdzenia zwierząt.
Schronisko dla zwierząt w Słupsku jest jedną z najczęściej kontrolowanych organizacji. Nie tylko przez ratusz, lokalne samorządy, ale też przez Powiatowego Lekarza Weterynarii, PIP, Wojewodę Pomorską.
Jak w przypadku każdej kontroli czy to tej, czy innej organizacji, jeśli znalazły się jakieś nieprawidłowości – organizacyjne, formalne, w zapisach, w czymkolwiek – to we wnioskach pokontrolnych pojawiają się zalecenia, które organizacja musi wdrożyć, by usunąć te błędy.
Ale powtarzam, podczas naszych kontroli czy kontroli przez inne instytucje NIGDY nie stwierdzono śladu krzywdzenia zwierząt. Jeśli Radna ma te materiały i złożyła je do Prokuratury, jako radna, obywatel ma takie prawo i wierzymy, że prokuratura obiektywnie sprawdzi te materiały/dokumenty/cokolwiek zgłaszający przedłożyli.
Natomiast jeśli nie potwierdzą się te słowa, to mamy nadzieję, że tego typu oszczerstwa publiczne nie pozostaną bez konsekwencji. We współczesnym świecie łatwo jest rzucić oskarżenia, budować aurę spisku, tajemnicy, którą posiada wąska grupa osób. Natomiast na końcu, gdy okazuje się, że oskarżenie upada, nikt nie przeprasza, nie poświęca tyle czasu, by wytłumaczyć, że te procesy, o które jest oskarżana dana osoba, nie miały miejsca. Dlatego podkreślamy, że nie zgadzamy się na tego typu stawianie sprawy.
Dziwimy się też trochę konstrukcji, w której zgłoszenie do prokuratury i jego wynik, jeśli nie będzie po myśli zgłaszających, będzie, w opinii Pani Radnej, świadczył o niewłaściwym działaniu tej instytucji. My natomiast czekamy na wynik postępowania Prokuratury, podkreślając jednocześnie, że nigdy nie spotkaliśmy się z żadnymi przejawami ani dowodami na rzekome krzywdzenie zwierząt. Jedyne, co obserwujemy do tej pory, to publiczne oskarżenia.
Przemysław Woś/ua








