Choć nie jest prawdziwym dzieckiem, trzeba go ululać, przewinąć i nakarmić

Budził się w nocy, wymagał przewijania, karmienia i przytulania. Chętna młodzież z Gimnazjum nr 24 w Gdyni wzięła udział w niezwykłym eksperymencie. Przez 48 godzin mieli zając się symulatorem noworodka.

Ich zadanie polegało na zaspokajaniu potrzeb około sześciotygodniowego malucha. Inicjatorką eksperymentu była położna i właścicielka szkoły rodzenia Iwona Guć.

SPRAWDZIŁ, JAK MŁODZI SOBIE DAJĄ RADĘ

Symulator najpierw służył podopiecznym fundacji Dom Marzeń. Przy współpracy z Urzędem Miasta Gdyni niepełnosprawni mieli zajmować się symulatorem noworodka przez dwie doby. Program zakończył się sukcesem. – Postanowiliśmy iść dalej i przekazać go młodym osobom pełnosprawnym. Chcieliśmy sprawdzić jak oni sobie poradzą, jakie będą wnioski. Byliśmy bardzo ciekawi jak nam to wyjdzie – opowiada Iwona Guć.

Próba nie odbywała się w ramach programu szkolnego. Pomysł zrodził się zupełnie przypadkiem. – Miałyśmy z panią od biologii porozmawiać o moim synu na wywiadówce, ale okazało się, że to zupełnie nie jest ważne. Opowiedziałam pani Ewie o pomyśle eksperymentu i podjęłyśmy wspólne działania – opowiada Iwona.

– Chciałam, żeby młodzież sprawdziła, czy gimnazjum i liceum to jest ten czas, w którym może pojawić się w ich życiu młody człowiek. Chciałam, żebyś chociaż we fragmencie doświadczyli tego trudu, którego doświadczali ich rodzice – mówiła nauczycielka biologii Ewa Czmyr.

TRZEBA ULULAĆ I PRZEWINĄĆ

Symulator jest zaprogramowany przez komputer. Każdy, kto bierze udział w programie, dostaje opaskę. – Na niej jest identyfikator i przez dotknięcie brzucha komputer łączy się z tą osobą. Musi ona podjąć jakieś działanie. Symulator płacze, ale nie mówi czego chce. Albo trzeba go przewinąć, albo nakarmić, albo trzeba go ululać, albo musi odbić – opowiada Iwona Guć.

Symulator jest zaprogramowany na kilkadziesiąt takich prób w ciągu dwóch dni. Budzi się, a młodzież miała sprawdzić się jak sobie da radę z opieką. Młodzież po eksperymencie miała odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących ich doświadczeń. Również komputer zamontowany w symulatorze rejestrował zaspokojenie wysyłanych przez urządzenie potrzeb. Większość młodzieży to doświadczenie przeszła pozytywnie, choć nie obyło się bez wpadek. Najtrudniej było w nocy.

NIEPRZESPANE NOCE

– Nie było aż tak źle, aczkolwiek w nocy nie mogłam wstawać. On się budził w nocy, ale mnie nie. Spał sobie w tej skrzynce, w której go dostałam. Mnie bardzo trudno obudzić, więc nawet te piski i krzyki metr ode mnie nie sprostały temu zadaniu – opowiadała Alicja Obszyńska.

– Z nocami było najgorzej, bo mnie bardzo łatwo obudzić. I trzeba było wstawać o 3 i 4 nad ranem, zająć się, zmienić pieluchę, ubrać, nakarmić. Często słyszymy od rodziców, ile to pracy trzeba włożyć w wychowanie. Ja jako jedynak nigdy nie miałem okazji zobaczyć, jak to jest zajmować się na pełen etat dzieckiem – zdradził Bogdan Oworuszko.

Symulatory były z młodzieżą bez przerwy przez 48 godzin. Kiedy uczniowie wychodzili z domu, symulator trzeba było wziąć do nosidełka. Nie obyło się bez przygód. – Ja musiałem się spotkać z kolegami z klasy i nakręcić film do szkoły. Symulator trzeba było wziąć. Kilka razy nam przerwał w trakcie kręcenia filmu, no ale trzeba było się zaopiekować – opowiadał Bogdan. Eksperyment miał też otworzyć drzwi do rozmów z rodzicami na temat seksualności oraz rodzicielstwa.

Więcej w programie „Mamy w mieście” Magdy Manasterskiej i Magdy Świerczyńskiej-Dolot.

Posłuchaj audycji:

Magda Manasterska/mar

Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj