Polacy w obawie przed koronawirusem kupują na potęgę. To zdrowy rozsądek czy panika?

W obliczu kolejnych informacji o zbliżającym się koronawirusie Polacy przypuścili szturm na sklepy. Czy to zwykła zapobiegliwość, czy już panika? Jedni gromadzą zapasy, by w przyszłości nie wychodzić do miejsc, gdzie zbierają się ludzie, inni robią to w obawie przed wzrostem cen podstawowych produktów. O te zachowania Iwona Wysocka w audycji Ludzie i Pieniądze pytała Przemysława Kitowskiego z firmy Mudita i Marka Lewandowskiego, rzecznika Solidarności.

– Robienie zapasów to bardzo zdroworozsądkowe podejście w sytuacji, gdy jest jeszcze dobrze i mamy świadomość, że jest ten stały dziesięciodniowy zapas, bo nigdy nie wiemy, na co musimy być przygotowani. – ocenił Marek Lewandowski. – Nie chodzi o to, żeby mieć zapas wody z powodu wirusa, tylko na wypadek braku prądu lub wody. Warto tych parę butelek mieć i je systematycznie wymieniać. Tu chodzi o zwykłą zapobiegliwość – dodał.

– Nie ma co panikować i trzeba dobrze przemyśleć zakupy oraz dobrze sprawdzić ceny, bo te ze względu na tę panikę pójdą do góry, a po tej fali znów zaczną spadać. – stwierdził Przemysław Kitowski. – W psychologii sprzedaży element niedostępności powoduje, że myślimy o tym, żeby coś kupić, bo zaraz tego nie będzie. Sklepy to teraz wykorzystują i powinno to być lepiej regulowane – przestrzegał.

POSŁUCHAJ:

Komentarze


Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj