Andrzej Urbański w Komentarzach: Nie chcę oceniać historii, ale rozumiem walkę o prawdę

– Nagle okazało się, że są nierozliczone rachunki krzywd. I to chyba najbardziej boli. Mniej najbardziej porusza ból osób, które w tym czasie zostały dotknięte śmiercią swoich najbliższych. Oglądałem ostatnio „Czarny Czwartek”, przypomniałem sobie obrazy, pewne wydarzenia, które tam miały miejsce i które tam były pokazane. Powiem szczerze, że dzisiaj, gdybym był matką Janka Wiśniewskiego, która komentuje współczesne życie,

Bogdan Szegda: Sprawa Grudnia ’70 jest zakończona

– To był cały proces decyzyjny co do oddania strzałów do ludzi. Nie było zgody w tej sprawie. Najpierw była pokojowa manifestacja i prośba o rozmowę z władzą. To była pierwsza taka forma po roku 1956. Gomułce przedstawiono nieprawdziwy obraz, że ranni są milicjanci. Wydal zgodę na użycie broni palnej wobec strajkujących. – Miał być strzał w górę i potem w nogi. Jaruzelski wydaje uzupełnienie tego rozkazu. Jest

Bogdan Szegda: Nie przyjmuję uwag dotyczących śledztwa ws. Grudnia ’70. Trzeba pamiętać, jakie były uwarunkowania

– Trudno nie pamiętać o tej sprawie. W październiku ’93 minister Piątkowski podjął decyzję, że śledztwo przechodzi do Prokuratury Powszechnej. – Wiedziałem, że ta sprawa ma w sobie ładunek historyczny. Była dla mnie wyzwaniem. Była to sprawa interesująca, nie myślałem, że taki przebieg będzie tego postępowania. – Akt nie otrzymałem od razu. W 1993 roku częściowo umorzono śledztwo. Złożono zażalenia. Zacząłem prowadzić to śledztwo, w 1994 roku. –

Red. Słomczyński: Rozmowy były bardzo trudne. Matki nie mogły sobie poradzić z traumą, jaka je spotkała

– Docieraliśmy do rodzin i badaliśmy dokumenty. Niektóre rozmowy były bardzo trudne. Łzy były wszechobecne. Każda rozmowa kończyła się płaczem matki czy córki. Ciężko było mi opanować emocje i zachować profesjonalizm. Część rodzin musiała w pośpiechu w nocy pogrzebać syna. – To są tak traumatyczne przeżycia, że niektóre matki nigdy nie doszły do siebie. Trauma je przerastała i trafiały do szpitala psychiatrycznego. – Ma pani pięć minut,

Słomczyński: Moja książka zadaje kłam propagandzie PRL

– To jest kawałek historii Polski, lat powojennych. Wspólne jest to, że wszyscy zginęli w ciągu kilku grudniowych dni. Ale jak oni dotarli do tego miejsca, szli do stoczni, do szkoły, demonstrowali – to jest przedmiotem tej książki. – Tych ludzi bardzo wiele różni. Poza tym, że zginęli w Grudniu ’70 nic więcej ich nie łączy. Każdy ma swój los. Książka zadaje kłam

Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj