Gdyby sztuczna inteligencja miała wygenerować mecz pierwszoligowej koszykówki, po którym można byłoby się zakochać w tej dyscyplinie, miałaby ułatwione zadanie. Wystarczyłoby pokazać dziesiąte derby Kociewia. Wysoki wynik, efektowne wsady i kapitalna atmosfera stworzona przez kibiców obu ekip – w starciu Decki i SKS-u Fulimpex było naprawdę wszystko. I to mimo żałoby, w jakiej znalazł się klub z Pelplina.
Ten mecz miał mieć inny, bardziej uroczysty anturaż, a atmosfera koszykarskiego święta w normalnych okolicznościach roznosiłaby pewnie halę w Pelplinie długo przed pierwszym podrzutem. We wtorek jednak całą koszykarską Polskę zmroziła informacja o nagłej śmierci Romana Janika. Błyskotliwy rzucający, którego ostatnim klubem były Żubry Białystok, odszedł zdecydowanie za wcześnie, dwa tygodnie przed swoimi 31. urodzinami. Barwy Decki reprezentował w latach 2022-2024. W Pelplinie o nim nie zapomniano, kibice i pracownicy w przedmeczowych rozmowach chętnie dzielili się związanymi z Janikiem ciepłymi historiami i anegdotami. Przed halą ustawiono jego zdjęcie, przy którym stale przybywało zniczy.

(fot. Radio Gdańsk/Michał Rudnicki)
Zrezygnowano z muzyki i występów cheerleaderek. Klub rozważał również ograniczenie dopingu, ale ostatecznie nie zdecydowano się ingerować w kibicowskie kwestie, zwłaszcza że nie mówimy o zwykłym spotkaniu, a o kociewskich derbach. Przed meczem pamięci Romana Janika była poświęcona minuta ciszy. I to faktycznie była minuta, a nie – jak to bywa zwykle – kilkanaście sekund.
Fanami z Pelplina wyraźnie kierowały mieszane uczucia. Sympatycy SKS-u, którzy zajmowali chyba więcej niż przeznaczone dla nich 110 krzesełek, już kilkanaście minut przed meczem nie szczędzili gardeł przy wspieraniu swojego zespołu. A kibice Decki czekali, nie podejmowali dopingowej rękawicy, aż do rozpoczęcia spotkania.
W końcu jednak derbowe emocje wzięły górę i od pierwszego podrzutu do ostatniej syreny obie zorganizowane grupy fanów głośno pomagały swoim. Co warte podkreślenia – głośno i kulturalnie. Nie było wulgaryzmów i wyzwisk, nie było pirotechniki czy kradzieży barw. Było fanatyczne wsparcie, które było widać, słychać i czuć w powietrzu. Kibicowsko to nie była pierwsza liga, a ekstraklasa.
A CO TAM NA BOISKU?
Decka grała bez respektu dla rywala, który – co tu kryć – na papierze był faworytem tego meczu. Kapitalnie w mecz wszedł Miłosz Toczek, w ciągu minuty trzy razy skutecznie wjeżdżając pod kosz rywali. Pierwszą kwartę zakończył z dorobkiem dziewięciu oczek. Wejścia w pomalowane pole opłacały się też innym graczom, a ofensywa w obu ekipach zdecydowanie górowała nad obroną, co przełożyło się na wysoki wynik po 10 minutach – 30:23.
Przez prawie półtorej kwarty dyskretny występ notował Jayden Coke. Największy gwiazdor Decki przez pierwszych siedem minut spędzonych na boisku zdobył tylko dwa punkty, ale później w ciągu 25 sekund zaliczył dwa efektowne wsady, po chwili dołożył punkt z linii rzutów wolnych, powiększając prowadzenie swojego zespołu już do 12 punktów. Od tego momentu, prawie do zakończenia pierwszej połowy, przewaga miejscowych nie topniała do jednocyfrowej wartości. „Prawie”, bo do dziewięciu oczek zmniejszył ją wraz z z końcową syreną Damian Jeszke, trafiając za trzy i pokazując tym samym: hola, hola, jest za wcześnie, by nas skreślać. Coke po pierwszej połowie miał już 14 punktów – tyle samo, co najskuteczniejszy w ekipie SKS-u Rafał Komenda.
TAK ŁADOWALI, ŻE KOSZ NIE WYTRZYMAŁ
Wynik 59:50 do przerwy mówi sam za siebie. To nie był – jak to się zdarza przy takich „spotkaniach podwyższonego ryzyka” – typowy mecz walki, a kapitalna, ofensywna reklama pierwszoligowej koszykówki.
Pierwsza połowa była tak efektowna, że nie wytrzymał tego… kosz. Wsady Coke’a i Toczka naruszyły jego mocowanie i konieczna była naprawa. Przerwa między drugą a trzecią kwartą wydłużyła się o kilka dobrych minut, a kibice SKS-u mogli sobie przez chwilę poużywać. – I co wy tu robicie? I gdzie wy pasujecie? – skandowali pod adresem gospodarzy.
Trzecią kwartę Coke rozpoczął od przetestowania wytrzymałości drugiej obręczy, znów efektownie wsadzając. W drużynie SKS-u coraz więcej na siebie brał De’monte Buckingham, ale bynajmniej nie był to pojedynek dwóch przybyszów zza oceanu. W drużynie gospodarzy ważne trójki trafiał Filip Gurtatowski, a w SKS-ie swoje doświadczenie wykorzystywał Mateusz Bartosz. Pod koszem zupełnie nie radził sobie Maciej Nagel i już trzy minuty przed końcem trzeciej kwarty środkowy Decki zakończył mecz z pięcioma faulami. Gospodarze zostali więc bez nominalnego centra i ogromna w tym zasługa właśnie Bartosza. Od momentu czwartego faulu Nagela środkowy gości konsekwentnie grał pod jego kolejne przewinienie. Za pierwszym i drugim razem faulował kto inny, ale za trzecim Bartosz dopiął swego, wysyłając 20-latka pod wcześniejszy prysznic.
W trzeciej kwarcie na boisku sporo musiało rodzić się z chaosu. I choć kończyła się ona pięciopunktową przewagą Decki, w powietrzu było czuć, że bardziej doświadczona ekipa ze Starogardu za chwilę przejmie ten mecz.
NOT IN MY HOUSE!
Tyle że Decka miała Coke’a. Na początku czwartej odsłony Kanadyjczyk najpierw skręcił trzech rywali i wszedł pod kosz, a w kolejnej akcji efektownie zablokował o pół głowy wyższego Bartosza. To nie by jego ostatni blok w tej kwarcie. Pięć minut przed końcem wyskoczył zza pleców – wyjątkowo nieskutecznego w tym meczu – Bartosza Majewskiego, zatrzymał jego rzut, pchnął akcję do przodu i po lay-upie Oliviera Szczepańskiego zespół z Pelplina prowadził nie sześcioma, a już dziesięcioma punktami. Czego jeszcze nie mieliśmy? Może alley-oop? Proszę bardzo – Coke do Gurtatowskiego, ten ładuje z góry i część trybun, gdzie stali (bo w tym momencie nikt już nie siedział) fani gospodarzy, eksplodowała. Decka prowadziła 83:73 i powoli stawało się jasne, że nie może jej się w tym meczu przydarzyć już nic złego.
I się nie przydarzyło. Zespół z Peplina dowiózł do końca dwucyfrową przewagę, wygrał 92:80, z okładem rewanżując się SKS-owi za październikową porażkę w Starogardzie.
Decka idzie jak burza. Wygrała osiem z ostatnich dziewięciu meczów i w tabeli ma już tylko punkt straty do derbowego rywala. Czy kolejne starcie drużyn z Pelplina i Starogardu Gdańskiego czeka nas w fazie play-off? Jeśli to miałyby być takie mecze jak ten środowy – pomorskiej koszykówce nie mogłoby przytrafić się nic lepszego.
Decka Pelplin – SKS Fulimpex Starogard Gdański 92:80 (30:23, 29:27, 14:18, 19:12)
Decka: Coke-Domingue 26 punktów, Gurtatowski 13, Toczek 11, Siewruk 5, Nagel 0 oraz Kuźkow 13, Durski 5, Konopatrzki 5, Szczepański 5
SKS: Buckingham 21, Jeszke 10, Bartosz 10, Kordalski 6, Majewski 3 oraz Komenda 16, Kowalczyk 7, Ziółkowski 4, Adamczyk 3, Górka 0
Michał Rudnicki





