Cortney Ramey rzucał w ostatniej akcji za trzy na zwycięstwo AMW Arki w Ostrowie Wielkopolskim, ale będąc pod presją chybił i Gdynianie wywożą z terenu Stali tylko jeden punkt, choć prowadzili kilkakrotnie, a w drugiej kwarcie nawet 11 punktami. Kluczowe pytanie po przegranej 82:84: czy można było inaczej rozegrać ostatnią akcję?
Up’s and down’s, czyli wzloty i upadki – często słyszymy ten zwrot z ust anglojęzycznych koszykarzy i trenerów z Orlen Basket Ligi. Tymi słowami spokojnie można by opisać mecz w Ostrowie Wielkopolskim, między Stalą a AMW Arką. Gospodarze zaczęli znakomicie, wypracowując sobie serię 8:0 po dokładnie 90 sekundach gry. Tercet Mejeris, Jackson i Gołębiowski otwierał wynik.
Arka zdołała błyskawicznie odrobić straty, bo jeszcze w pierwszej kwarcie za sprawą bardzo skutecznej gry Mike’a Okauru. W drugiej kwarcie gospodarze często uciekali się do fauli, co skrzętnie na linii wykorzystywali Arkowcy, m.in Luke Barrett i Jarosław Zyskowski. Gdynianie systematycznie „odjeżdżali” przeciwnikom, by w kluczowym momencie mieć nawet 11 punktów przewagi.
GARBI DOCENIŁ KIBICÓW
Stal potrafiła to zniwelować równie efektywnie, co Arka kwartę wcześniej. Wprawdzie do przerwy Gdynianie jeszcze utrzymali sześciopunktowy zapas, ale po zaledwie dwóch minutach trzeciej kwarty to miejscowi objęli prowadzenie 43:42. Owe up’s and down’s odgrywały do samego końca kluczową rolę, głównie dlatego, że trenerzy na bieżąco zaskakiwali się rozwiązaniami taktycznymi typu postawienie strefy lub zmiany match-upów.
– Byli lepsi, bardziej fizyczni. W pewnym momencie trzeciej kwarty zlapali rytm i hala ich poniosła. W Ostrowie są świetni kibice, drużyna potrafi płynąć na ich barkach i tak też było dzisiaj. Musimy przeanalizować ten mecz – mówił Jakub Garbacz, były zawodnik Stali, który w tej hali świętował przed laty mistrzostwo Polski w barwach ostrowskiego zespołu, wieńcząc finały tytułem MVP. Tym razem aż tak znakomicie nie zagrał, chociaż był kluczową postacią ekipy Mantasa Cesnauskisa, notując 18 punktów i 8 zbiórek.
INNY STRZELEC?
Arka prowadziła w ostatniej kwarcie już 7 punktami, do końca zostawało nieco ponad 7 minut, które wystarczyło Stali na odrobienie strat, wyjście na prowadzenie i sprawienie niespodzianki. Wielka w tym zasługa Trentona Gibsona, najskuteczniejszego w Stali i zarazem świetnego w ostatniej kwarcie. Łącznie zdobył 23 punkty, gros z nich w sytuacjach trudnych, wymagających odwagi i szczęścia. Ten sam zawodnik nie trafił jednego z dwóch rzutów wolnych w ostatniej minucie, czym otworzył jeszcze Arce szansę na zwycięstwo, ale w ostatniej akcji odpowiedzialność za kluczowy rzut wziął na siebie Ramey, który spudłował pod dużym naciskiem obrońców. To był sytuacyjny rzut, Amerykanin miał niewiele czasu na jego wykonanie, a mimo to pojawiły się głosy – w tym komentującego mecz w telewizji Marcina Murasa – że być może piłka powinna powędrować do Jarosława Zyskowskiego, który chwilę wcześniej z bardzo trudnej pozycji zdobył trójkę. W tej ostatniej akcji „Zyzio” pojawił się Amerykaninowi w zasięgu wzroku, ale 26-letni rozgrywający nie podał do Polaka, decydując się na nieudany rzut.
Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wlkp. – AMW Arka Gdynia 84:82 (23:21, 13:21, 25:13, 23:27).
Punkty:
Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wlkp.: Trenton Gibson 23, Mareks Mejeris 14, Quan Jackson 14, Daniel Gołębiowski 12, Daniel Laster 8, Ante Brzović 8, Michał Pluta 5, Luka Sakota 0, Nikodem Czoska 0.
AMW Arka Gdynia: Jarosław Zyskowski 18, Jakub Garbacz 18, Luke Barrett 15, Mike Okauru 13, Kresimir Ljubicić 6, Marcus Weathers 6, Kamil Łączyński 3, Courtney Ramey 3, Filip Kowalczyk 0.
Paweł Kątnik





