Energa Trefl Sopot pokonał Anwil Włocławek w 15. kolejce Orlen Basket Ligi, choć większość meczu w ogóle na to nie wskazywała. Żółto-czarni grali słabo, pudłowali mnóstwo rzutów, ale obudzili się i fenomenalnie zagrali drugą połowę, a w szczególności ostatnią kwartę. Jednym z bohaterów był Szymon Zapała, który pod nieobecność Mikołaja Witlińskiego zamurował kosz, zdominował grę pod tablicami i skończył mecz z 18 punktami.
Podkoszowy Trefla wrócił do Polski po kilkuletnim pobycie w Stanach Zjednoczonych i dopiero uczy się europejskiej koszykówki. To jego pierwszy sezon w Orlen Basket Lidze, przeciwnicy dopiero „na żywym organizmie” przekonują się o atutach Zapały. 24-latek przy swoich 213 cm wzrostu pokazuje imponującą zwrotność i dynamikę, z czym mieli problemy choćby w ostatnim meczu zawodnicy Anwilu. Zapała zanotował 18 punktów, a większość z nich notował w newralgicznym dla zespołu momencie, kiedy wraz z Jakubem Schenkiem dał sygnał do pogoni za prowadzącym wysoko rywalem.
– Kluczem jest wyciąganie wniosków z błędów. Mieliśmy bardzo dużo otwartych pozycji w pierwszej połowie, których nie trafialiśmy. Koszykówka to gra błędów, my się nie załamaliśmy, tylko w połowie wyciągnęliśmy wnioski i parliśmy do przodu. Ta postawa pozwoliła nam wrócić do meczu i odwrócić losy – twierdzi zawodnik.
Z Szymonem Zapałą rozmawialiśmy o niemocy Trefla, odbudowaniu się po wyjściu z szatni i głęboko ukrytych możliwościach, które drzemią w reprezentancie Polski. Posłuchaj:
Paweł Kątnik





