Pracuję 24 godziny na dobę, nie uważam, że mam obowiązek tłumaczyć się z zarobków czy zakresu pracy – tak wiceprezydent Słupska Marta Makuch komentuje pytania o ponad 6 tysięcy złotych dodatku specjalnego miesięcznie, który otrzymuje co najmniej od roku. Podkreśla, że wiceprezydenta nie obowiązuje ośmiogodzinny dzień pracy.
– Moja praca nie kończy się o 15:30, ponieważ specyfika mojego zatrudnienia nie jest taka jak pani prezydent, która ma nielimitowany czas pracy. Ja nadzoruję inwestycje, realizację programów, spółki i instytucje miejskie, również w weekendy i po godzinach pracy ratusza. To nie tylko ring miejski, ale kilkadziesiąt inwestycji. Jeśli ktoś chce zobaczyć, jak wygląda moja praca, zapraszam w roli wolontariusza na miesiąc. Dodatkowa para oczu, uszu i rąk na pewno się przyda – mówiła wiceprezydent Słupska na konferencji prasowej.

Po lewej Marta Makuch, wiceprezydent Słupska (fot. Radio Gdańsk)
Radny z klubu PiS Jacek Zabiegły uważa wypowiedź wiceprezydent Słupska za niefortunną.
– Na konferencji prasowej pani wiceprezydent mogliśmy usłyszeć, że sprawuje nadzór nad programem rewitalizacji, nad strategią rozwoju miasta. Wydaje mi się jednak, że ktoś powinien sprawować nadzór nad wypowiedziami pani wiceprezydent. Przyznam szczerze, że propozycja pracy w ramach wolontariatu, jaką pani Marta zaproponowała, zaskoczyła mnie bardziej niż zima drogowców. Moim zdaniem niezręczne jest sugerowanie komuś pracy w ramach wolontariatu, gdy pobiera się tak wysoki dodatek do pensji – dodaje radny.
Dodatki specjalne w wysokości od pięciu i pół do ośmiu i pół tysiąca złotych miesięcznie co najmniej od początku ubiegłego roku pobierają obie zastępczynie prezydent Słupska oraz skarbnik miasta.
Posłuchaj materiału reportera:
Przemysław Woś/puch





