Zostali wypędzeni na morderczy szlak, w 20-stopniowym mrozie, bez pożywienia i odpowiedniej odzieży. W Pruszczu Gdańskim wspominano ofiary, ale także tych, którzy przetrwali Marsz Śmierci z niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Stutthof w Sztutowie.
Samorządowcy, służby mundurowe i uczniowie złożyli kwiaty przed pomnikiem pamięci u zbiegu ulic Grunwaldzkiej i Mickiewicza. – Sami marzniemy w kurtkach. Nie do wyobrażenia jest, jak oni radzili sobie w pasiastych piżamach. To straszny ból, nie wiedzieli, jak to się skończy. Trudno powiedzieć, co my byśmy zrobili na ich miejscu – mówili Kamil Kupiec i Wiktoria Chechło z Zespołu Szkół Ogrodniczych i Ogólnokształcących w Pruszczu Gdańskim.
– To była kontynuacja obozowego piekła i prawdziwe dramaty, ale też pokaz ludzkiej solidarności. Wielu Kaszubów, ryzykując swoim życiem, próbowało podać jedzenie czy ukrywać tych, którym udało się zbiec – dodał burmistrz Pruszcza Gdańskiego Janusz Wróbel.
Przymusowa ewakuacja obozu była wynikiem nadchodzącego frontu radzieckiego. 25 stycznia 1945 roku 11 tysięcy osób zostało wypędzonych na 140-kilometrową wędrówkę w okolice Lęborka. Ponad 4 tysiące osób zmarło z głodu i wycieńczenia.
Mateusz Czerwiński/ua





