Lechia Gdańsk dokonała rzeczy niebywałej. Po raz czwarty w tym sezonie grała z przewagą zawodnika i tej przewagi nie wykorzystała. Piłkarze Carvera zaprzeczyli logice, tworząc nowe prawidło futbolu, w którym granie o jednego więcej nie jest korzyścią, a klątwą i w konsekwencji prokuruje nerwową grę o utrzymanie do samego końca sezonu. W Radomiu Lechia się skompromitowała, a w zespole gospodarzy błyszczał autor trzech goli – Abdoul Tapsoba.
Jak to wytłumaczyć – nie wie nikt. Pytany w przerwie przed kamerami telewizji Canal+ Tomasz Wójtowicz nie był w stanie udzielić odpowiedzi, podobnie jak po poprzedniej takiej sytuacji trener John Carver. „Nie możemy tak grać” – wypowiedziane przez Wójtowicza źle się zestarzało, bo już w pierwszej akcji drugiej połowy dał się dziecinnie ograć Balde, a ten nieabsorbowany także przez szereg kolejnych piłkarzy, przebiegłszy kilkanaście kolejnych metrów w polu karnym, znalazł na koniec Tapsobę i zrobiło się 3:0.
Ale po kolei. Lechia zaczęła z animuszem, ruchliwy i widoczny był Aleksandar Cirković, a świetnej dwójkowej akcji nie wykorzystał w 9. minucie Tomas Bobcek. Po kwadransie przewagi Lechia oddała jednak inicjatywę. O ile szczęścia gospodarzom zabrakło po pięknym strzale Balde, gdy piłka lądowała na poprzeczce, to już w kolejnej akcji po dośrodkowaniu Balde, głową do sieci trafił Abdoul Tapsoba. 24-letni napastnik Radomiaka nie mógł jeszcze przypuszczać, że to będzie jego wieczór. W poprzednich ośmiu meczach grał albo mało, albo słabo, albo i jedno i drugie, dlatego w poniedziałek przełamał się niebywale.
CZERWONE UTRAPIENIE
W 35. minucie Lechia powinna odetchnąć. Słuszną czerwoną kartkę za faul taktyczny przed polem karnym na Tomasie Bobcku zobaczył obrońca Jeremy Blasco i jak to już w tym sezonie bywało, zaczęły się kłopoty Lechistów. Przewagi zawodnika nie była widoczna, Radomiak miał mnóstwo swobody, było jej tak dużo, że Tapsoba spokojnie oddał strzał zza pola karnego, dający podwyższenie prowadzenia. A potem wydarzyła się opisana już sytuacja Tomasza Wójtowicza, zakończona szczęśliwym, instynktownym kopnięciem na 3:0.
Czym odpowiedział zespół, który grał w przewadze? Stworzył kilka szans, ale na gola zamienił tylko jedną i to z rzutu karnego. Jedenastkę wywalczył wprowadzony po przerwie Neugebauer, do piłki podszedł Bobcek i pewnie strzelił w przeciwnym kierunku do tego, w który rzucał się Majchrowicz. A dalej szło w dwie strony. Lechia atakowała pozycyjnie, Radomiak kontrował, ale nadal trudno byłoby wytypować jednoznacznie, kto grał w przewadze zawodnika, a kto z przewagą wyniku.
DRŻENIE DO KOŃCA
Lechia w czterech meczach zdobyła 1 punkt i z drużyny, która zachwycała i od września była najlepiej punktującą w Ekstraklasie, popadła w przeciętność prezentowaną na początku sezonu. Terminarz trzech ostatnich meczów nie napawa optymizmem, bo jest w nim starcie z grającymi wciąż o utrzymanie Widzewem i Legią. Z ultrakomfortowej sytuacji Lechia na własne życzenie wpędziła się w tarapaty, z których bardzo trudno będzie się wykaraskać.
Paweł Kątnik/puch








