Zagrożenie katastrofą ekologiczną w polskiej strefie Morza Bałtyckiego jest mniejsze, niż dotychczas zakładano. W Gdyni podsumowano prowadzone od roku działania związane z rozpoznaniem materiałów niebezpiecznych, zalegających na dnie Bałtyku: niewybuchów, broni chemicznej i rozlewów paliwa.
W sumie przebadano 900 kilometrów kwadratowych dna w 4 lokalizacjach: Głębi Gdańskiej, Rynnie Słupskiej i w rejonie wraków „Franken” oraz „Stuttgart”. Właśnie w tej ostatniej lokalizacji – jak mówi Jan Młotkowski, zastępca dyrektora do spraw oznakowania nawigacyjnego w Urzędzie Morskim w Gdyni – jest największe obszarowo skażenie.
– Mamy około 20 hektarów skażonego dna i rzeczywiście to skażenie jest bardzo konkretne, natomiast stabilne. W tym miejscu paliwem nasączony jest grunt. W różnym stopniu, w różnych miejscach. Nie ma jednak zmian, nie ma możliwości, żeby się ono rozpłynęło – tłumaczy
– Natura generalnie sobie radzi, co widzimy na przykładzie wraku Franken. Tam analizowaliśmy, jak wygląda stan paliwa. Okazało się, że przy zbiornikach wewnętrznych pojawiły się perforacje. Natura to paliwo rozłożyła i tutaj już problemu nie będziemy mieli – dodaje dyrektor Instytutu Morskiego na Uniwersytecie Morskim w Gdyni Krzysztof Czaplewski.
Przeprowadzone badania kosztowały 150 milionów złotych. Przed naukowcami jeszcze przygotowanie planu neutralizacji zagrożeń w toni wodnej.
Marcin Lange/aKa








