Trzy doby żeglugi, bez snu – tak wyglądały regaty PGE Baltica Race, które wygrali Roman Paszke i Marcin Ślęzak. – Na szczęście były świetne kanapki od żony – mówi kapitan Roman Paszke w wywiadzie dla Radia Gdańsk.
Roman Paszke i Marcin Ślęzak zameldowali się jako pierwsi na mecie PGE Baltica Race. Ich jacht Lara Jane wpłynął do Górek Zachodnich o 7:35 czasu lokalnego w środę 26 sierpnia. Wyścig rozpoczął się 23 sierpnia w niedzielę o 12:00. Trasa regat została skrócona przez organizatorów z 500 do 350 mil morskich. Zawodnicy wystartowali na trasie Górki Zachodnie – BARSHAGEGR – Ölands Södra Grund – Górki Zachodnie .
REGATY PRÓBOWAŁA ZEPSUĆ POGODA
– Tym razem nie był to wyścig dookoła Gotlandii ze względu na pogodę – tłumaczy kapitan Paszke. – Chwilę po starcie w niedzielne południe przyszła chmura z wiatrem i deszczem. Nie refowaliśmy żagli, gnaliśmy jednak ze sporą prędkością 18,3 węzła. Oczywiście była adrenalina i świetna zabawa – relacjonuje.

– Nie zmieniałbym taktyki tych regat gdybym miał jeszcze raz pokonywać tę trasę. Nie popełniliśmy większych błędów, nie było wpadek. Jesteśmy zadowoleni, ale czekamy cały czas na przeliczenie wyników w poszczególnych grupach – opowiada Roman Paszke.
– Momentami pojawiały się takie „place na wodzie z wiatrem”, które staraliśmy się przeskakiwać z jednego na drugi. Wymagało to jednak wielkiej koncentracji – mówi żeglarz. Dwa razy przyszła też nielubiana przez żeglarzy flauta wyrównawcza.
KLUCZ DO SUKCESU
– Każdy ma swoją metodę, by płynąć nieco szybciej niż inni żeglarze. Te regaty to bardzo wymagający wyścig i nikt, kto na pewno ich nie lekceważył. My sporo uwagi przed wyścigiem poświęciliśmy na wyszlifowanie dna łódki. Trwało to wiele dni. Chcieliśmy maksymalnie zmniejszyć tarcie dna o wodę. Trzeba było wyszlifować 21 metrów kwadratowych – wyjaśnia.

– Chcieliśmy, by było gładkie jak szkło, bo wtedy łódka od razu zabiera się z wiatrem. Podobnie został przygotowany maszt, bo on też stawia opór. To też bardzo żmudna i pieczołowita praca. Nie wolno niczego zlekceważyć podczas przygotowań łódki przed startem. Nie wolno odpuścić. Na pewno pomógł nam też nowy zestaw żagli. Wszystkie te sprawy dały nam tę prędkość – podsumowuje kapitan.
Po 3 dobach żeglowania kapitan pojawił się w studio Radia Gdańsk i udzielił naszej reporterce pierwszego po wyścigu wywiadu.
Posłuchaj rozmowy o żeglarstwie z kapitanem Romanem Paszke:
BALTIC ENERGY I KURS NA NOWĄ PRZYSZŁOŚĆ
Żeglarz opowiadał też o fundacji Baltic Energy dzięki, której odbyły się regaty PGE Baltica Race. Jej celem jest budowanie społecznej świadomości tego, że bezpieczeństwo, niezależność i nowoczesność kraju coraz wyraźniej prowadzą przez Morze Bałtyckie. Fundacja działa pod hasłem „Kurs na nową przyszłość”.
– Bałtyk jest zakłócany przez urządzenia wykorzystywane w wojnie hybrydowej. To wiedzą wszyscy żeglarze. Wszystko na morzu zakłócane jest przez rosyjskie satelity. Odczuwamy to na pokładach swoich jachtów – zaznacza kapitan Paszke.
– Żeglarze, jeśli chodzi energię zieloną, są na pierwszej linii. Używamy wiatru, słońca, ale też generatorów wiatrowych czy wodnych. Na żeglarzach spoczywa odpowiedzialność za środowisko, w którym przebywamy na co dzień. Chcemy naszymi działaniami przekonać sponsorów, że warto robić te regaty z jeszcze większym rozmachem. I podwoić liczbę jachtów, które wezmą udział w PGE Baltica Race w przyszłym roku – zaznacza kapitan Paszke.
Na trasie PGE Baltica Race pozostały jeszcze ostatnie dwa jachty, które nadal zmierzają do mety. Są to Floccus i Farurej.
Anna Rębas/ua








