Spędzili na morzu ponad miesiąc. Płynęli najdłużej ze wszystkich czterech etapów. W „Patencie na Sternika” dalsza część opowieści praktykantów i komendanta z Daru Młodzieży po rejsie do USA.
Weronika Brożek, Konrad Kunc i Kajetan Zaborowski wsiadali na pokład Daru Młodzieży w hiszpańskim Kadyksie 7 maja. Przepłynęli Atlantyk. Trzeciego lipca stanęli na kotwicowisku koło Nowego Jorku. Wpłynęli z innymi żaglowcami, burta w burtę, pod pełnymi żaglami. Bez kompleksów, pod polską, biało-czerwoną banderą. Dar prezentował się jak należy – z radością i dumą.

NIESAMOWITE PRZEŻYCIE
Studenci UMG pierwszego roku nawigacji razem z kapitanem Michałem Sadowski po rejsie do USA odwiedzili redakcję Radia Gdańsk i opowiadali o swoich wrażeniach po rejsie przez Atlantyk. Podzielili się z Anną Rębas refleksjami. Ich wypowiedzi będą inspiracją dla kolejnych pokoleń gdyńskiej uczelni. To są bezcenne wspomnienia, po które sięgną młodsze roczniki studentów.
– To było niesamowite przeżycie. Wszystko nas ciekawiło, wszystko było nowe. Powoli stawaliśmy się jedną załogą, odporną nawet na awarię klimatyzacji, która trwała kilka tygodni. Spaliśmy na pokładzie, bo na dole było zbyt gorąco – mówili.

ŻYCIE INNE NIŻ W SALACH WYKŁADOWYCH
– Kilka tygodni na Darze Młodzieży pokazało, jak bardzo to jest inne życie, niż w salach wykładowych. Egzaminy i wykłady w Gdyni to jedno, ale rejs przez Atlantyk to wykład nie mający sobie równych – wykład z morza, wiatru i wspólnoty na pokładzie. Uczyliśmy się siebie, załoga i praktykanci. Z dnia na dzień rozumieliśmy się coraz lepiej – tłumaczyli praktykanci.
– Kapitan Michał Sadowski był taki, jaki powinien być szef na statku. Spokojny, stanowczy, wymagający i wyrozumiały, z poczuciem humoru. Pokazywał, uczył, wymagał i wysłuchał, gdy ktoś nie dawał rady. Był normalny. Trochę jak ojciec. Zżyliśmy się bardzo – podkreślali.

STUDENCI JUŻ TĘSKNIĄ
– Wrócilibyśmy na te kilka tygodni na „nasz statek”. Tęsknimy za codziennymi wachtami i poranną banderą, alarmem do żagli i smakiem porannej herbaty czy kawy, niewyspaniem i zmęczeniem w nocy. Ta podróż nas zmieniła. Staliśmy się marynarzami, żeglarzami. Trochę też dojrzeliśmy. Atlantyk nas inaczej ponazywał, poukładał w nas nasze wyobrażenia o pracy na morzu. Przestaliśmy być tylko praktykantami UMG. Wydorośleliśmy, zmieniliśmy się. Może to te gwiazdy nad nami każdego wieczora na pokładzie nas prowadziły? A może to ten wiatr i słońce? Są podróże, po których wracamy inni, doroślejsi, bardziej świadomi – mówią po swoim etapie rejsu Konrad, Kuba i Weronika.

JEDNA ŻEGLARSKA RODZINA
Uczestnicy rejsu przez Atlantyk do USA wrócili do Polski już w lipcu.
– Mimo, że od dwóch miesięcy jesteśmy już w Polsce, bo wracaliśmy etapami, nadal przypominamy sobie rzekę Hudson, szkwał przed paradą 4 lipca i naszą fregatę pod pełnymi żaglami. Płynęliśmy obok żaglowców z Portugali, Niemiec czy z Chile – Eagle, Esmeralda, Sagres, Gorch Fock, Union czy Juan Sebastian de Elcano. To była w tych dniach jedna żeglarska rodzina – kontynuował opowieść komendant Daru Młodzieży w pierwszym etapie Michał Sadowski.
Płynął ze studentami od 16 kwietnia do 7 lipca. Potem zastąpił go komendant Krzysztof Kocyba – i to on 23 września w samo południe zacumował w Gdyni oraz zameldował rektorowi uczelni powrót z dalekiego rejsu.– To już są bezcenne wspomnienia. Nawiązując do historii Daru Pomorza sprzed 50 lat – napisaliśmy swoją historię – dodali studenci.
Posłuchaj:
Anna Rębas/aKa








