Riviera – kiedyś synonim czegoś lepszego i niedoścignionego. Szaraczkom z kolei kojarząca się najczęściej z sopocką knajpą kat. II. Gdzieś około północy tamtejsi klezmerzy – w najmniej spodziewanych dla klientów momentach – intonowali „Sza la la la…” Aż do słów „Głos Wybrzeża w pysku niósł”. Wiadomo było, że wtedy do lokalu wchodził red. Czesław Bartoszewicz, dziennikarz sportowy i redaktor techniczny gazety spopularyzowanej przez Czerwone Gitary.
Z czasem nazwa „Riviera” spauperyzowała się i dziś tych rivier mamy pod dostatkiem. Od hotelu w Rzeszowie i szkole tańca w Łodzi, aż po rivierę turecką, również w zasięgu możliwości finansowych tzw. świata pracy. Zresztą do Nicei też można, polecieć z Berlina und zurick, za ok. 700 zł.
Niestety, ciągle coś staje na przeszkodzie. Tyle się dzieje. Na przykład w środę trudno było odmówić zaproszeniu dewelopera, który wyspecjalizował się w wielkich centrach handlowych. Stawia je, jak kraj długi i szeroki. Także w Gdyni.
Firma robi wrażenie. Zwłaszcza, gdy stadiony toną w niedoróbkach, autostrady się sypią, a mieszkaniówka – jak cię mogę. Mayland zaś kupują ziemię zamienia ją na hektary tzw. powierzchni handlowych, potem wynajmuje sklepy, a gdy inwestycje są pod dachem zarządza i administruje dziesiątkami tysięcy metrów kwadratowych. We wspomnianym na wstępie „Głosie Wybrzeża” pewnie pisano by o nim i podwykonawcach: ludzie dobrej roboty!
Nieodmiennie aktualny jest więc także jesienny termin otwarcia gdyńskiego centrum. Teraz skupiono zatem uwagę na jego marketingowym wizerunku. Dotychczas zwał się: Real, Geant, a ostatnio – „Wzgórze”. Zabawne o tyle, że rzeszowska budowla to z kolei „Dolina”. Nieco uzdatniona – „B e l l a Dolina”, ale zawsze. W innych przypadkach kluczowa była specyfika regionalna.
W Opolu jest więc „Karolinka”, w Słupsku „Jantar”, a w Dąbrowie Górniczej „Pogoria” (to od nazwy czterech miejskich jezior). Więc w Bielsku „Ondraszek” aż się prosił, bo centrum zlokalizowano w miejscu zajazdu, noszącego imię słynnego zbójnika. Ale zdecydowano się na „Koniczynkę”. Tak wygląda z lotu ptaka skrzyżowanie, przy którym stanął ten obiekt. Wodzy fantazji popuszczono jedynie przy nazwie „Karmina” dla centrum handlowego w Przemyślu. Ale go w końcu nie zbudowano.
U nas wszystko zmierza do szczęśliwego końca. Przyszedł więc i czas na to, by troszeczkę przechrzcić największą galerię handlową na Pomorzu. Fachowcy od imażu sobie nie żałowali i wymyślili nową nazwę: „Riviera”.
Co prawda red. Joasia Grajter, rzeczniczka prasowa prezydenta Szczurka, próbowała negocjować, by przynajmniej do riviery dodano słowo „gdyńska”, lub „trójmiejska” (to był z kolei mój, integracyjny pomysł). Ale klamka zapadła. Kolorowe, falujące logo patronuje siedmiu hektarom pod dachem, czyli Rivierze nr. 2. Bo to pierwsza, jak wiadomo, stoi już w Gdyni 90 lat i jest obecnie Klubem Marynarki Wojennej.
I tak dobrze. W Pile najpierw miała być „Aquarela” (będzie „Nimfea”), na Dolnym Śląsku dyskutowano do upadłego, czy „Idylla Astra”, czy „Idylla Wrocławska”, a w stolicy Małopolski regionalne centrum handlowe początkowo nazywało się nawet „Olsza Mall”. Ale, krakowskim targiem, ustalono, że to nie będzie „Lajkonik”, czy „Hejnał z Wieży Mariackiej”, tylko „Serenada”.
I teraz już wszystko gra!







