Antonio Colak potrzebował niespełna 20 minut na murawie, by władować Arce dwa gole i zmącić sielską atmosferę gospodarzy w meczu Ekstraklasy. Legia przebyła drogę z piekła do czyśćca, a Chorwat przypomniał o sobie kibicom futbolu z Trójmiasta. – Never give up, gramy do końca, takie jest moje motto – mówił po meczu przed mikrofonem Radia Gdańsk.
Marek Papszun postawił w Gdyni ponownie na Miletę Rajovicia, ale napastnik z Danii zawodzi w tym sezonie i zawiódł też w Gdyni. W obliczu niedyspozycji 26 latka, szkoleniowiec postanowił postawić na formację z dwoma napastnikami, wprowadzając Antonio Colaka. Były piłkarz Lechii potrzebował 15 minut, by dwukrotnie trafić do siatki i to w obu sytuacjach w identyczny sposób, po dośrodkowaniach z rzutów rożnych Ermala Krasniqiego. – Jeden piłkarz, jeden moment, jedna minuta może zmienić bardzo dużo. Wierzę, że to był ten moment – mówił po meczu Colak.
Z kolei strzelec pierwszego gola dla Arki Michał Marcjanik tak tłumaczył niemoc w ostatnich minutach spotkania:
Kluczowe okazały się stałe fragmenty gry, co wywróżył przed meczem trener Arki Dawid Szwarga. Padły po nich trzy z czterech goli w Gdyni. Arka po remisie utrzymała dwa punkty nad strefą spadkową, w której cały czas znajduje się Legia Warszawa.
Paweł Kątnik





