Przepadł po awansie do ekstraklasy. Szymon Sobczak odchodzi do Zagłębia Sosnowiec

Fot. Zagłębie Sosnowiec

Osiem meczów, zaledwie 150 minut na murawie i wielkie rozczarowanie po awansie do ekstraklasy. Szymon Sobczak, jeden z autorów powrotu żółto-niebieskich do elity, nie poradził sobie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Zawodnik nie dostał zbyt wielu szans od trenera Dawida Szwargi i po spotkaniu z Radomiakiem na początku sezonu, z roli startera spadł w otchłań trybun i drużyny rezerw.

Sobczak rozegrał w Arce 44 mecze, zdobył w nich 13 bramek, zaliczył też 4 asysty. Przychodził w trudnym momencie, gdy w Gdyni karty na pozycji nr 9 rozdawał Karol Czubak. Potrafił jednak wkomponować się w zespół, zdobywał seriami bramki, w pewnym momencie u trenera Tomasza Grzegorczyka obaj snajperzy funkcjonowali w formacji z dwoma napastnikami i, co ciekawe, na początku rundy jesiennej obaj szli łeb w łeb w klasyfikacji strzelców. Drugą część jesieni Czubak miał piorunującą, ustrzelił hattrick Odrze Opole, zdobył dwa gole przeciwko Chrobremu, kolejny hattrick skompletował na Stali Stalowa Wola, spychając nieco Sobczaka w cień.

DOBRY 1. LIGOWIEC

Niezależnie od tego, Sobczak zdobył w tej rundzie osiem bramek, był drugim strzelcem zespołu i dobrze odnajdywał się w grze na dwóch napastników, potrafił także trafić wchodząc z ławki. Gdy Czubak odszedł do Belgii, przejął ciężar odpowiedzialności za bramki i choć wiosnę miał słabszą – pięć goli – to jednak jego skuteczność pozwoliła wygrać z Bruk-Bet Termaliką, wywieźć punkt z Siedlec i przełamać się na początku wiosny z Górnikiem Łęczna. Co ciekawe, to właśnie to spotkanie trener Szwarga w rozmowie z nami wskazał jako jedno z kluczowych w kontekście utrzymania przewagi nad resztą stawki i fetowania powrotu do elity po 5 latach przerwy.

DYPLOMACJA SZWARGI

Co więc stało się po awansie, że zawodnik dobrze wyglądający w 1. lidze nie sprostał oczekiwaniom? – Szymon Sobczak nie dał nam na pozycji nr „9” tego, czego byśmy oczekiwali, dodatkowo ma pewne problemy zdrowotne, przez co w ostatnim, jak i w następnym meczu nie będzie go w kadrze – tak mówił Dawid Szwarga po meczu domowym z Pogonią Szczecin w czwartej kolejce ekstraklasy, choć chyba gryzł się w język i nie chciał powiedzieć wszystkiego. Jeszcze kilkanaście dni wcześniej Sobczak wystąpił od pierwszej minuty z Radomiakiem, w niezwykle prestiżowym meczu pierwszym od pięciu lat Arki przy Olimpijskiej w ekstraklasie. Nie pokazał się z najlepszej strony, przegrywał większość pojedynków, także ten, po którym Grzesik zdobył bramkę na 1:1. Trzeba też pamiętać, że hierarchia w zespole dopiero się tworzyła, Szwarga sprawdzał przydatność i gotowość zawodników w boju, przecież w tym samym meczu z Radomiakiem od pierwszej minuty wyszedł też Joao Oliveira, który w dalszej części sezonu tracił pozycję wyjściową, podobnie jak Vitalucci (w 11 w Lublinie na inaugurację ekstraklasy, dziś grający na wypożyczeniu w 1. lidze).

Na przestrzeni sezonu sporo pytaliśmy w klubie o Sobczaka. Zawodnik miał opinię niegryzącego się w język, mocno skoncentrowanego na indywidualnym celu. Z drugiej strony, gdy zaczął przygotowania do rundy wiosennej w zespole rezerw, pochlebnie o nim wypowiadał się trener Łukasz Kowalski, nie widząc żadnych oznak wyobcowania czy niezadowolenia. Na ekstraklasę to było jednak za mało, 33-latek odbijał się od obrońców i choć pierwszy mecz na na tym poziomie zagrał 15 lat temu, nadal nie zdobył swojego premierowego gola w najwyżej klasie rozgrywkowej.

NOWY ROZDZIAŁ: ZAGŁĘBIE

Gracz długo szukał nowego pracodawcy, ale miał też spore wymagania finansowe. Zainteresowana była Sandecja Nowy Sącz, ale, jak wynika z przekazów medialnych, nie zdecydowała się płacić napastnikowi 35 tys. zł miesięcznie. Po gracza, który długo szukał pracodawcy, sięgnęło ostatecznie Zagłębie Sosnowiec, które walczy o utrzymanie w 2. lidze.

Paweł Kątnik

Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj