W ostatni weekend w gdańskiej Alchemii odbyły się indoorowe zawody Torus triathlon In Da House. Blisko 100 zawodników, dwa dystanse, walka o każdą sekundę, ogromne emocje i niesamowity doping kibiców, a wszystko z sercem dla Oli. To jedyne w kraju zawody triathlonowe odbywające się zimą i w całości pod dachem. Impreza, choć dość młoda, zaskarbiła sobie duże grono sympatyków.
ZIMOWA STOLICA TRIATHLONU
Rano rywalizację rozpoczęła pierwsza z sześciu grup zawodników, startujących na dystansie Sprint. 750 metrów do przepłynięcia w basenie to pierwsze wyzwanie. Potem walka przeniosła się na parkiety. Kolejny etap to jazda na rowerach wpiętych w trenaże, na których zawodnicy musieli przejechać 20km. Trasa była mocno zróżnicowana, a startująct mieli ciągły podgląd na zajmowaną aktualnie pozycję oraz podstawowe parametry jazdy. Na sam koniec do przebiegnięcia 5 km na bieżni elektrycznej. Najlepsi biegli z prędkością nawet 18km/h.
W każdej z grup walka trwała do ostatnich metrów. Hektolitry potu to najlepsze potwierdzenie niesłychanej determinacji i ogromie włożonego wysiłku. Klasyfikację generalną kobiet na dystansie Sprint wśród zawodowców wygrali Małgorzata Szczerbińska i Paweł Miziarski.
NIE TYLKO DLA ZAWODOWCÓW
W błędzie jest ten, kto myśli, że zacięta rywalizacja była tylko wśród zawodowców. Idealny przykład? Rywalizacja Alicji Buczkowskiej i Ewy Dębiec. Panie na mecie długo dochodziły do siebie, a za walkę dziękowały sobie leżąc. Wśród amatorów pierwszą lokatę zajęła Alicja oraz Michał Wojnowski.
Nie tylko zawodnicy „dawali radę”. Krzyki, oklaski, stukoty – kibice też dali z siebie wszystko. Doping był tak duży, że prowadzący odłożyli mikrofony. Nie byli w stanie przekrzyczeć ludzi. Kibice, którzy z bliska oglądać mogli całą rywalizację, stworzyli niesamowitą atmosferę, znaną wszystkim raczej z najlepszych meczów siatkówki. Możliwość bezpośredniego kontaktu kibiców z zawodnikami niemal na całej trasie rywalizacji to rzecz unikatowa w przypadku tej dyscypliny.
MOCNO PODGRZANA ATMOSFERA
Całą rywalizację dodatkowo podgrzewały prowadzone indywidualnie lub parami pojedynki (challange), zapowiadane już przed zawodami. Zaczęło się od Krzysztofa Wiatrowskiego i Bartka Bielskiego. Później do charytatywnej zabawy przyłączyli się Bartek Banach i Paweł Miziarski. Challenge numer trzy to walka duetów. Braci Bartka i Maćka Cnoty z synem i ojcem Dawidem i Marcinem Dybukiem. A wszystko to, aby pomóc 12-letniej dziewczynce w walce o zdrowie.
WALKA W DZIEŃ I W NOCY
Emocje z końcem dnia nie słabły. W nocy rozpoczęła się rywalizacja w 1/4 Ironmana. Zawodnicy wystartowali dokładnie o północy (w nocy z 30 na 31 stycznia). Dystans znacznie dłuższy, w dodatku rozgrywany w godzinach nocnych był dla startujących prawdziwym wyzwaniem. Jak się okazało, także tutaj rywalizacja czołówki była bardzo zacięta i do samego końca, więc mimo późnej pory kibice nie zasypiali. Na tym dystansie zwyciężali Wiesława Stachańczyk (jedyna startująca kobieta) i Jacek Gardener.
W SPRAWIE OLI
Istotnym punktem tegorocznej edycji TTIDH był cel charytatywny – zbiórka pieniędzy kilkunastoletniej Oli, której choroba wymaga bardzo kosztownego leczenia. Liczył się każdy kilometr. Dystans pokonany przez wszystkich uczestników decydował o wielkości funduszy.
Organizatorzy przewidzieli możliwość aktywnego pokonywania kilometrów na rowerze spinningowym lub bieżni elektrycznej, które następnie zmieniano na złotówki. W specjalnie przeznaczonym na ten cel albumie, zarówno kibice, jak i zawodnicy zostawiali Oli indywidualne życzenia wraz z serduszkami i zdjęciami.
Kibice przejechali i przebiegli łącznie 133,24 km, co przekładało się bezpośrednio na kwoty wrzucane do puszek podczas zawodów.
Akcja zbierania pieniędzy potrwa jeszcze przez tydzień. Środki można przelewać bezpośrednio na konto fundacji Kawałek Nieba
FUNDACJA POMOCY DZIECIOM I OSOBOM CHORYM “KAWAŁEK NIEBA”
311090 2835 0000 0001 2173 1374
z tytułem przelewu: „Ola TTIDH2016”
A więcej informacji na temat wyników zawodów na stronie www.torustriathlonteam.pl
Paulina Płoska







