Dwaj policjanci ze Słupska na ławie oskarżonych. Prokuratura zarzuca im między innymi pobicie dwóch osób. W sumie funkcjonariuszom postawiono siedem zarzutów. Chodzi o zajście z września ubiegłego roku w jednym z lokali w centrum Słupska. Doszło tam do sprzeczki, która zakończyła się awanturą na ulicach miasta. We wtorek rozpoczął się proces funkcjonariuszy. Prokurator Oskar Krzyżanowski odczytując akt oskarżenia zarzucił funkcjonariuszom bicie, duszenie pokrzywdzonych oraz uniemożliwianie im wezwania patrolu policji za pomocą telefonu komórkowego.
NIE POZWOLILI MU NAGRAĆ ZAJŚCIA
Mężczyźni przedstawili się także jako policjanci, choć byli poza służbą i pili tego dnia alkohol. Wytrącili także telefon z ręki świadkowi zdarzenia, uniemożliwiając nagranie części zajścia. Ponadto zdaniem oskarżyciela publicznego wspólnie i w porozumieniu wzięli udział w pobiciu jednego z pokrzywdzonych. Jeden z funkcjonariuszy jest oskarżony także o znieważenie oraz uderzenie otwartą dłonią w twarz małoletniej dziewczynki, która była świadkiem zajścia.
– Tych czynów dokonano publicznie i bez powodu, wykazując rażące lekceważenie dla porządku prawnego – mówił prokurator Oskar Krzyżanowski.
„BILI I SZARPALI”
– Bili mnie i szarpali w sklepie, do którego uciekłem. Prosiłem ekspedientkę o to, by wezwała policję, a wtedy jeden z nich powiedział, że policja już tu jest. Ja miałem rozcięty łuk brwiowy, złamanie oczodołu i naderwane ucho. Bili mnie i kopali, gdy leżałem na ziemi – mówili pokrzywdzeni w rozmowie z reporterem Radia Gdańsk.
Adrian S. i Michał Ł. nie przyznają się do winy. Obaj są zawieszeni w czynnościach służbowych. Przed sądem odmawiali odpowiedzi na większość pytań. Obszerniej wypowiadał się Michał Ł. Policjanci wyjaśnili, że na nikogo nie napadli i nie pobili, a jedynie zareagowali na bójkę przed lokalem i podjęli próbę obywatelskiego zatrzymania jej uczestników. Wcześniej jeden z policjantów miał być w tym lokalu szarpany i znieważany. Oskarżonym policjantom grozi do trzech lat więzienia.
Przemysław Woś/mar







