52 lata temu, dokładnie 6 czerwca 1973, w Bielsku-Białej rozpoczęto seryjną produkcję Fiata 126p. Z tej okazji Maluch opanował naszą antenę w piątkowy poranek.
Kto z was jeździł Maluchem? Jakie były wasze przygody z tym kultowym samochodem? Gdyby dziś wrócił na drogi w nowoczesnej, elektrycznej wersji, zachowując swój wygląd, ale zyskując np. klimatyzację – kupilibyście? Między innymi o to pytał Grzegorz Armatowski. Nasza SMS-owa skrzynka pękała w szwach.
NIEZIEMSKIE PODRÓŻE
Niektórzy podzielili się z nami swoimi wspomnieniami z podróży po Polsce…
– Lata 80., wakacje 4-osobową rodziną, bagaże na dachu powiązane linką. Tata miał w zapasie rajstopy do awaryjnego odpalania maluszka. Bywało, że pod namiot na tydzień jechaliśmy, gdzie złożony namiot dla 4 osób był wielkości 1/4 malucha. Tyle samo miejsca zajmowały materace, no i rzeczy. Jak to się mieściło, nie mam pojęcia – napisała pani Gosia.
– Ach… podróż „maluchem” przez Polskę to były doznania wręcz nieziemskie. Ja z rodzicami, do tego worek ziemniaków, worek jabłek, pół tuszy świniaka i wybłagany u mamy szczeniak. Wszystko się zmieściło i nikt nie marudził. Wspominam to że wzruszeniem – podkreślała pani Olga.

Nie zabrakło też wspomnień z podróży zagranicznych.
– Mojego Malucha odebrałam 13 maja 1988 roku w piątek. To było super autko. W 1990 wybierałam się z mamą do Niemiec. Najpierw do Bremen, a potem przez Munster i Düsseldorf pod holenderską granicę do Krefeld – ach co to była za podróż. Przygód co niemiara. Wracałyśmy przez Gorzów Wielkopolski i niestety na stacji nie było benzyny. Zmęczone z wielkim bagażem na dachu zdobyłyśmy benzynę, całe i zdrowe Maluch dowiózł nas do Gdańska. Nie było żadnej awarii, szedł jak burza – wspominała pani Jola z Gdańska.
– Mój teść z teściową i córką w 1991 roku pojechali Maluchem do Aten. Kilka dni w podróży, noclegi, stołówka, towar na handel wymienny. Fakt, Maluch był na ten wyjazd dodatkowo wyposażony w drugi bak na paliwo. Bez nawigacji i znajomości języków. Dali radę. Niesamowite wspomnienia – opisał pan Robert.
– Maluchem z moim ojcem pojechaliśmy do Stambułu. Była to fantastyczna wycieczka przez Związek Radziecki i Rumunię. W Stambule na skrzyżowaniach wszyscy na nas trąbili, bo za wolno ruszaliśmy. Na parkingu wielu Turków oglądało naszego malucha i dziwili się, co to za samochód – napisał pan Jan.
JAK TO SIĘ MIEŚCIŁO?
Inni zwracali uwagę na wyjątkową pojemność Malucha. Jak podkreślali nasi słuchacze – w tym samochodzie można było zmieścić niemal wszystko.
– Maluch to był świetny samochód transportowy. Drzwi otwierały się na całą szerokość, a po wyjęciu siedzenia pasażera przewieźliśmy ze szwagrem lodówkę. Co prawda musieliśmy jechać maksymalnie na drugim biegu, bo wyższych nie można było wrzucić, ale daliśmy radę. Na dachu zmieścił się też telewizor Rubin – przypomniał pan Lech.
– Jak się jeździło małym fiatem? Nie mogę tego pojąć, jak moi rodzice byli w stanie spakować się na wyjazd pod namiot z całym dobytkiem dla 4-osobowej rodziny i psa. Namiot, ciuchy i kuchnia itd. na dachu. Jedzenie w bagażniku pod przednią maską. Śpiwory na tylnym siedzeniu robiły jako legowisko dla dzieci. Pół Polski objechaliśmy w ten sposób, bo przecież nasz kraj otaczał komunistyczny płot przyjaźni i trudno było wyjechać. Dopiero jak mama zamarzyła o przyczepce kempingowej, tata za dewizy kupił Ładę. To se ne wrati – dziwił się pan Maciej.
– Moim maluchem przewieźliśmy jednorazowo metr sześcienny drewna dębowego na schody do domu. Kupione okazyjnie. Trasa ok. 40 km. – opisała pani Barbara.

Jak się okazuje, niektórzy wciąż jeżdżą Fiatem 126p.
– A ja mam cały czas Maczana i nie jest mi za zimno ani za gorąco. Auto, które na ulicy wzbudza pozytywne emocje – napisał pan Grzegorz.
ua








