Zima w tym roku jest bezlitosna nie tylko dla kierowców. Plaga dziur na drogach spowodowała także wielką wyrwę w budżetach wielu pomorskich samorządów. Służby drogowe w Słupsku nie nadążają z łataniem ulic, a mechanicy – z naprawą uszkodzonych samochodów.
Kierowcy ze Słupska, zwłaszcza ci, którzy wydali na naprawy po kilka tysięcy złotych, nie szczędzą gorzkich słów pod adresem urzędników.
– To, jak wyglądają drogi w mieście, najlepiej opisuje jedno słowo – tragedia. Są odcinki, takie jak w okolicach starego cmentarza, gdzie jedzie się praktycznie slalomem, a w niektórych miejscach droga jest niemal nieprzejezdna. Dziury na skrajach jezdni są tak duże, że można urwać koło. Trzeba bardzo uważać – mówi Radosław Kędzierski.
Kierowcy przyznają, że widać wzmożoną pracę służb drogowych, ale i do niej mają wiele uwag. – Powinni łatać dziury w godzinach, kiedy jest to mniej uciążliwe dla ruchu w mieście, a nie w szczycie. To powoduje niepotrzebne korki i nerwy – przekonuje Anna Nowińska.

PREZYDENT SŁUPSKA ODPOWIADA NA ZARZUTY
Władze Słupsk zmobilizowały służby drogowe, które od kilku dni łatają ubytki w każdej części miasta. Prezydent nie zgadza się z zarzutami mieszkańców o bezczynność.
– Miejmy szerszy ogląd. Jeżeli jechaliście państwo nową trasą Droga ekspresowa S6, to zauważyliście, że tam również są ubytki. Remontujemy za pomocą nowych technologii, dzięki czemu możemy pracować nawet przy niewielkich minusowych temperaturach. Niestety, dziury są, ale daję słowo honoru – nie zrobiłam ich osobiście – powiedziała podczas konferencji Krystyna Danilecka-Wojewódzka, prezydent Słupska.
Miasto ponosi także dodatkowe koszty związane z usuwaniem z ulic ton piachu, który był rozsypywany w czasie intensywnych opadów śniegu i mrozu.

KOLEJKI DO WARSZTATÓW SAMOCHODOWYCH
Zły stan dróg miejskich i powiatowych sprawił, że wielu kierowców kończy jazdę w warsztacie samochodowym z kilkutysięcznym rachunkiem za naprawę zawieszenia.
– Mamy kolejki na tydzień – mówi Sebastian Drywa, mechanik samochodowy ze Słupska. – Najczęściej kierowcy przyjeżdżają z pękniętą oponą, krzywą felgą i uszkodzonym wahaczem. Zdarzały się również przypadki samochodów, które po wpadnięciu w dziurę wypadły z drogi do rowu. Dziury są spore – wiem, bo sam dojeżdżam do pracy i często jadę slalomem, żeby dotrzeć do warsztatu – dodaje.
Ręce pełne pracy mają również wulkanizatorzy. Pan Maciej Muniak każdego dnia przyjmuje kilku kierowców z przebitymi oponami. – Najczęściej uszkodzenia dotyczą prawej strony pojazdu – przedniego i tylnego koła. Zdarza się też, że trzeba prostować felgi i ustawiać zbieżność po wpadnięciu w dziurę. W kilku przypadkach konieczna była wymiana amortyzatora – wyjaśnia właściciel zakładu.

DZIURAWE JEZDNIE I BUDŻETY
Samorządy powiatu słupskiego również podliczają straty związane z ogromnymi ubytkami w nawierzchni. W powiecie słupskim powstała komisja, której zadaniem jest oszacowanie kosztów napraw.
– Będziemy wnioskować o rządowe wsparcie. Wydatki idą w miliony, sami nie jesteśmy w stanie tego pokryć – informuje Paweł Lisowski, starosta słupski.
Według wstępnych szacunków koszty napraw mogą sięgnąć nawet 10 milionów złotych. Podobne działania zapowiadają także inni samorządowcy z Pomorza, którzy po zimie mierzą się nie tylko z dziurawymi drogami, ale i poważnymi problemami finansowym.
Posłuchaj materiału naszego reportera:
Łukasz Kosik/mp








