Gdańsk był w niedzielę areną wielkiego święta biegowego. W Energa Maratonie Gdańsk wystartowały ponad 2 tysiące osób. Wśród zarejestrowanych byli przedstawiciele 49 narodowości. Jako pierwszy linię mety na Polsat Plus Arenie przekroczył Arkadiusz Gardzielewski z czasem 2 godzin i 22 minut. Pierwszą kobietą na mecie z czasem 2 godzin i 51 minut była Aneta Jarosz-Karwowska.
Podczas biegu zawodnicy odwiedzali najbardziej znane i charakterystyczne punkty Gdańska. Trasa prowadziła m.in. przy Europejskim Centrum Solidarności, Pomniku Poległych Stoczniowców, Bazylice Mariackiej, Zielonej Bramie, Fontannie Neptuna czy Dworcu Głównym.

Tegoroczna frekwencja jest optymistyczna. Przed rokiem na linii startu stanęło o 1000 osób mniej. Dyrektor Energa Maratonu Gdańsk Adam Greczyło zwracał uwagę na jeszcze ciekawszą statystykę.
– Cieszy nas tak duże grono biegaczy. Mimo wszystko jako sukces traktujemy też fakt, że wśród zawodników mieliśmy ponad 900 debiutantów. Rywalizacja na dystansie maratońskim nie należy do najłatwiejszych więc tym bardziej cieszymy się, że tyle osób zdecydowało się na pierwszy start w tym wariancie – przyznał Adam Greczyło.

SPEŁNIANIE MARZEŃ WŚRÓD GWIAZD
Dla wielu biegaczy ukończenie dystansu maratońskiego było okazją do spełnienia marzeń. Zdecydowanie więcej powodów do radości miała między innymi Aneta Jarosz-Karwowska, która ukończyła maraton na pierwszym miejscu wśród kobiet.

– To była bardzo fajna trasa. Rzadko bywam w Gdańsku i fajnie było zobaczyć najważniejsze miejsca w mieście. Bieg był trochę trudny, bo sama biegłam. Doświadczyłam samotności długodystansowca. To mój pierwszy wygrany maraton i nie mogę w to uwierzyć. Mogę powiedzieć, że marzenia spełniają się w Gdańsku – dodawała triumfatorka po przekroczeniu linii mety.
W stawce biegu nie brakowało również osób znanych ze świata sportu. Jedną z nich był dawny piłkarz Lechii Gdańsk i reprezentacji Polski, Jakub Wawrzyniak.

– Finiszując przebiegłem wszystkie trybuny czyli zrobiłem to co było moim obowiązkiem gdy reprezentowałem barwy Lechii Gdańsk. Patrząc na całokształt biegu to największe kłopoty zaczęły się na 36 kilometrze. Muszę przyznać, że to takie przyjemne kłopoty, kiedy kończy się na mecie z poczuciem spełnienia założonego celu.
Karol Pius








