„Zrobiłam coś dużego, spływają gratulacje, a mi jest po prostu źle.” Alicja Giedryś o blaskach i cieniach wielkich wyczynów

(Fot. Mikołaj Polak/AWFiS Gdańsk)

Alicja Giedryś całym sercem kocha pływanie. Powiedzielibyśmy, że do szaleństwa, ale zapytana o to utrzymuje, że jej wyczyny trzymają się w granicach rozsądku. A te wyczyny, to przepłynięcie wpław Kanału La Manche, pokonanie trasy Gdynia-Hel-Gdynia czy – to najświeższy – 24-godzinne pływanie w basenie. A wszystko to robi, będąc osobą z niepełnosprawnością ruchową.

– Na bank więcej w życiu przepłynęłam niż przeszłam – mówi w pewnym momencie Alicja Giedryś, tłumacząc, z czym zmaga się każdego dnia. Urodziła się z krótszą nogą, niedorozwojem stopy i podudzia. Jako dziecko przeszła wiele operacji. – Mam dwie nogi, ale myślę o nich jako o półtorej nogi – dodaje.

Od tego zaczęła się cała miłość do pływania. Na początku był to jeden z elementów rehabilitacji, teraz już jeden z elementów całego życia. W wodzie Alicja Giedryś czuje się bezpiecznie. Nie dlatego, że nie ma świadomości niebezpieczeństw. Ale to jest jej świat.

O tej wielkiej miłości i pasji do pływania, o trudach związanych z wielkimi wyczynami, o tym, że po wielkim sukcesie sportowcowi jest po prostu źle, porozmawialiśmy w audycji „Jestem z Pomorza”.

Posłuchaj rozmowy Tymoteusza Kobieli z Alicją Giedryś:

tko

Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj