„Wstawaj, dzwoni Quebo”, czyli jak bilety za 99 złotych przypomniały Polsce o Bałtyku Gdynia

(fot. Radio Gdańsk/Piotr Puchalski)

Czy ktoś w Gdyni upadł na głowę? – pyta od kilku tygodni piłkarska Polska. I w pierwszej chwili to pytanie wydaje się zasadne. No bo jak to – bilety na sparing z udziałem dwóch drużyn z szóstego poziomu rozgrywkowego mają kosztować więcej niż wejściówki na ekstraklasę? Kiedy obok widzimy magiczne słowo „Quebonafide”, prócz uśmiechu politowania pojawia się zainteresowanie. A może kiedy oddamy głos przedstawicielom Bałtyku Gdynia, zasłużonego, 95-letniego klubu, który od lat znajduje się niemal na skraju upadku, do listy obecnych uczuć dołączy zrozumienie? Sprawdziliśmy to w „Szatni FM”. 

„NIC SIĘ NIE LICZYŁO, TYLKO BIEGAĆ ZA PIŁĄ”

Mazur Radzymin to klub z mazowieckiej okręgówki, bez szczególnych tradycji, ale z dużymi ambicjami i oryginalnym podejściem do marketingu sportowego. Jedną z osób decyzyjnych jest tam niejaki Kuba Grabowski. Z osiągnięć piłkarskich znany raczej nie jest, w seniorskich latach nie awansował ponad szczebel regionalny. Ale jako raper Quebonafide to ekstraklasa, a wręcz Liga Mistrzów.  Cztery jego płyty uzyskały status diamentowych, a na swoje koncerty wyprzedawał Stadion Narodowy. Karierę muzyczną – przynajmniej oficjalnie i do odwołania – zakończył, skupiając się na tej sportowej. Do Mazura ściągnął m.in. swojego hypemana Krzy-Krzysztofa, byłego reprezentanta Polski i uczestnika Ligi Mistrzów (a od paru lat raczej piłkarskiego tułacza i bohatera portali plotkarskich) Jakuba Rzeźniczaka, a także – na jeden, ostatni w karierze mecz – samego Grzegorza Krychowiaka.

„CZEKA KOLEJNA PRZYGODA, KTÓRA WZYWA, TO WESOŁA EKIPA”

W przerwie zimowej Mazur wpadł na kolejny ciekawy pomysł. Niczym Harlem Globetrotters robi objazdówkę po kraju, mierząc się z klubami o uznanych markach, obecnie tułającymi się po niższych ligach. I tak na ich liście pojawiły się m.in. RKS Radomsko, Szombierki Bytom i Stomil Olsztyn. Oraz Bałtyk Gdynia – zespół przed 40 laty występujący w ekstraklasie, półfinalista Pucharu Polski z 1985 roku, mający wtedy liczne grono kibiców w Trójmieście, a obecnie grający w klasie okręgowej, czyli na szóstym szczeblu rozgrywkowym, od lat borykający się z ogromnymi problemami organizacyjno-finansowymi.

– Miałem popołudniową drzemkę. Obudziła mnie narzeczona, mówiąc: „Wstawaj, dzwoni Quebo” – wspomina Jakub Izdebski, trener Bałtyku, z klubem w różnych rolach związany od 2019 roku. – Spytał, czy zagramy sparing. Wiedząc, kim on jest i jaka to może być szansa dla klubu, byłbym głupi, gdybym z tej pozycji nie skorzystał – dodaje.

„I WSZYSCY WOKÓŁ MARZĄ O TYM, ŻEBY NIE WYSZŁO”

Gdyński klub chciał jak najwięcej wyciągnąć z tego sparingu – nie tylko pod względem sportowym, ale przede wszystkim marketingowym i finansowym. Ustalił ceny wejściówek na 99 złotych. I się zaczęło…

„100 złotych, żeby zobaczyć, jak się ogórki po czołach kopią?”, „Bilety za mecze treningowe, ośmieszacie się”, „Cała Polska się z was śmieje” – to tylko pierwsze z brzegu komentarze pod postem, w którym ogłoszono ten sparing. W podobnym tonie komentowało to wiele mediów: „Janusz alert”, „Afera piłkarsko-raperska”, „Szok, ile trzeba zapłacić za mecz w Gdyni”. Klub zresztą zebrał te tytuły i odniósł się do nich z dystansem. „Najlepsza reklama, jaką można było dostać za darmo. Jeśli coś budzi emocje, to znaczy, że ma sens” – pisał Bałtyk w social mediach.

– Pomyśleliśmy, że to może być fajny pomysł, by Bałtyk trochę zarobił. Od początku komunikujemy to wprost do naszych kibiców: bilet to cegiełka i wsparcie dla klubu w trudnym okresie, w którym się on znajduje – podkreśla Maksym Demiańczuk, czyli człowiek-instytucja w Bałtyku. Od ośmiu lat reprezentuje jego barwy na boisku, jest dyrektorem sportowym, a w połowie stycznia został członkiem zarządu.

„BYŁEM NA DNIE, JUŻ TAM NIE WRÓCĘ”

Ostatni czas dla gdyńskiego klubu jest istotnie dość parszywy, ale zasadnym byłoby pytanie, kiedy właściwie był dobry. 14 lat temu klub spadł z trzeciego poziomu rozgrywkowego na czwarty. Tam najpierw walczył o awans, później pogodził się z losem trzecioligowca, by ostatecznie w 2023 roku spaść jeszcze niżej. Tam pograł dwa sezony, ale zamiast awansować z powrotem, zleciał do okręgówki. W międzyczasie klubem wstrząsały liczne afery i zmiany „na górze”, przez co finanse klubu są teraz w opłakanym stanie.

Czytaj: Anatomia upadku Bałtyku Gdynia: Łatwowierność, ufność i czteropak piwa [REPORTAŻ]

– Historia jest ważna, ale jako trener patrzę na to, co dzieje się tu i teraz. Realia są takie, że jesteśmy na ósmym miejscu w klasie okręgowej. Wspólnie z moim sztabem robimy wszystko, by Bałtyk wrócił do poważnej piłki – podkreśla trener Izdebski.

W 2030 roku klub będzie obchodził stulecie istnienia. W Gdyni nie wyobrażają sobie, by jubileusz spędzić aż na takim marginesie poważnej piłki, na jakim biało-niebiescy znajdują się obecnie.

– Realnie patrząc, fajnie byłoby wrócić do III ligi. Awans na 100-lecie byłby dowodem, że idziemy w dobrym kierunku i robimy wszystko tak, jak należy – deklaruje Maksym Demiańczuk. Jakub Izdebski swoje plany określa jeszcze bardziej precyzyjnie. – Moim zawodnikom mówię często, że za rok nie chcę pracować na poziomie V ligi – wskazuje.

„JEZU, ALE TAM STRZELAŁEM ADRIANO”

Dzięki sparingowi z Mazurem Bałtyk znów trafił na usta piłkarskich kibiców. Nie ulega wątpliwości, że mecz zbierze widownię znacznie większą niż ta, do której Bałtyk przywykł w okręgówce. Większość będzie chciała zobaczyć w akcji Quebo, ale ci, którzy potraktują wizytę na tym spotkaniu w kategoriach ciekawostki, na nudę nie powinni narzekać.

– Odkąd zostałem trenerem, Bałtyk w każdym meczu strzela przynajmniej jedną bramkę – podkreśla z uśmiechem trener Izdebski. Maksym Demiańczuk dodaje, że dla każdego przygotowana będzie kiełbasa, wśród obecnych rozlosowane zostaną atrakcyjne gadżety, a sam Quebonafide deklaruje, że po meczu będzie do dyspozycji fanów.

Do poniedziałku sprzedało się prawie 400 wejściówek, a maksymalnie mecz będzie mogło obejrzeć niespełna 1000 kibiców. Czy dla Bałtyku to wydarzenie okaże się słodkie jak „Candy”, czy też klub nadal będzie „Half Dead”? To pokaże najbliższa przyszłość. Mecz Bałtyk Gdynia – Mazur Radzymin odbędzie się 1 lutego o godz. 15:00 na Narodowym Stadionie Rugby. O cenie wejściówek chyba już gdzieś wspomnieliśmy.

W pierwszej części „Szatni FM” rozmawiamy też o sportowych aukcjach na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Gadżety których zawodników były najpopularniejsze wśród licytujących i które pomorskie kluby wykazały się największą kreatywnością?

Posłuchaj audycji:

Michał Rudnicki, Paweł Kątnik

Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj