Luka Zarandia obchodzi 30 urodziny. Dziś już – szczególnie młodszym kibicom piłki nożnej – to nazwisko może niewiele mówić. 9 lat temu wykonał rajd na Stadionie Narodowym, po którym całej Polsce objawił się jako „Zarandija”. Wkrótce wyjechał do Belgii, potem złapał koszmarną kontuzję kolana i od kilku lat nie gra na poważnie w piłkę.
Taki to był piłkarz. Przebojowy, nietuzinkowy, nie bez wad i słabszych meczów, ale wyjątkowy. No bo jeśli w wieku 21 lat strzelasz debiutanckiego gola dla Arki w obecności 50 tysięcy widzów na trybunach, po rajdzie i dryblingach przez pół boiska, to musisz mieć coś wyjątkowego w sobie. Była 111 minuta, kiedy Gruzin wszedł na scenę poważnego futbolu, skręcił Łukasza Trałkę, by za chwilę utonąć w euforycznych objęciach gdyńskich kibiców.
Wieczór dla klubu wyjątkowy. Drugi w historii Puchar Polski, pierwszy po 38 latach i on, chłopak z Tibilisi bohaterem meczu. No, okoliczności nieprzeciętne, może się zakręcić w głowie. Ale o tym za moment, bo początki były piorunujące.
KOLANO NIE DOMAGAŁO
W kolejny sezon Ekstraklasy Zarandia wszedł z kontuzją, które trapić go będą przez całą karierę. Straci pierwszą cześć rundy, wejdzie do składu dopiero w 9. kolejce, gdzie zagra 18 minut, a rozkręci się dopiero na wiosnę, gdzie obsłuży kolegów dwiema asystami, zdobędzie też gola w derbach – przegranych z Lechią 2:4. Najlepszy będzie dla niego trzeci rok w Arce, pod okiem zapomnianego już nieco trenera Zbigniewa Smółki. To wtedy ekipa z Gdyni sytuowała się jesienią w środku tabeli, a Luka był jej jedną z najjaśniejszych postaci, zdobył m.in dwa gole w wygranym 4:1 meczu z Wisłą Kraków. Arka od wspomnianej wiktorii z Białą Gwiazdą, w kolejnych meczach grała fatalnie, przegrywała seriami, a Zarandia wyhamował. I choć gasł z każdym kolejnym tygodniem, sezon zakończył przyzwoitymi 4 golami i 4 asystami na koncie. Smółka został zwolniony z Arki przed derbami z Lechią, ale… drużynę poprowadził jeszcze po tym jak właściciel Dominik Midak nie znalazł jego następcy. Ostatecznie do Gdyni przyszedł Jacek Zieliński, utrzymał ekipę w elicie w nieprawdopodobnych okolicznościach, a Zarandia był bohaterem jednego z kluczowych meczów z Zagłębiem Sosnowiec, gdzie strzelił gola i rozdał asystę.
Dobre liczby dały Luce transfer do belgijskiej Ekstraklasy do 11. drużyny Jupiler Pro League Zulte Waregem. Tam znowu zaczęło się obiecująco, ale skończyło na 4 asystach i niespełna 1000 minut w lidze. Wszystko przekreśliła kontuzja kolana, po której Zarandia dwa lata nie grał w piłkę. Głośniej więc niż o wyczynach na boisku było o kraksie na autostradzie, gdy wraz z meksykańskim kolegą z drużyny uczestniczyli w wypadku samochodowym, szczęśliwie niegroźnym w skutkach. Prowadzący Omar Govea – jak donosiły głównie gruzińskie media – nie miał uprawnień do jazdy, a auto, które prowadził wylądowało na innym pojeździe. Luka zaś wylądował w Kazachstanie, gdzie wielkiej kariery nie zrobił, a potem w Dynamo Batumi, gdzie został Mistrzem Gruzji, ale z powodu kontuzji nie grał.
ZNOWU Z OJRZYNĄ
Lekiem na niepowodzenia miał być powrót do Polski. To tu wyskoczył na szersze wody, w dodatku pod skrzydłami Leszka Ojrzyńskiego, który zaprosił go tym razem do Korony Kielce. 7 meczów w pierwszej lidze, 1 gol, 1 asysta, awans wywalczony na boisku w barażach, po nich jednak ogony w Ekstraklasie i historia zakończona na III ligowych rezerwach.
I tak w kółko. Kilka meczów, po kilkanaście minut i długie przerwy. Ta ostatnia już bardzo niepokojąca, trzyletnia, po której kompletnie zniknął z radarów poważnego futbolu. Gdy pytamy o przyczyny niedopełnionej kariery słyszymy kilka wersji, jedną z nich jest „głowa”. Podobno nie była gotowa do zmierzenia się ze skalą talentu i możliwości, przy czym chodzi też o nastawienie do treningów i własnej wagi. Luka lubił uchodować niewielki brzuszek, który jednak – gdy był w formie – nie przeszkadzał mu w zdobywaniu goli.
Dziś „Zarandija”, bo tak nazwał go Mateusz Borek podczas zwycięskiego finału z Lechem, kończy 30 urodziny nie mając trzeci sezon klubu . Na jego Instagramie wciąż widnieją ślady dawnej popularności w postaci komentarzy pod zdjęciami, ostatnim z kwietnia 2024 roku. „Luka back to Gdynia brother, we need you”; „Pozdro z Gdyni„; „Luka wracaj do Gdyni”. W futbolu – niezależnie jak kończysz – są rajdy, których się nie zapomina.
Paweł Kątnik





