W momencie rozpoczęcia spotkania siatkarze Energi Trefla wiedzieli już, że ZAKSA wygrała w Gorzowie 3:1, zdobyła 3 punkty i wypchnęła Gdańszczan z czołowej ósemki. Zachowają szanse na grę w play-off do ostatniej kolejki, w której zmierzą się w Elblągu z Barkomem Każany Lwów. Jeśli wygrają za komplet punktów, a ZAKSA przegra w Zawierciu, to wrócą do gry o medale.
Obaj trenerzy zdecydowali się na dosyć oryginalne wyjściowe składy. W zespole gospodarzy na parkiecie w miejsce Aleksa Nasewicza zobaczyliśmy Damiana Schulza. Po przeciwnej stronie w kwadracie rezerwowych pozostali zmagający się z urazem Wilfredo Leon i Kewin Sasak.
WARUNKI DYKTOWALI MISTRZOWIE
Wcześniej wspomniany Schulz zdobył zresztą pierwszy punkt dla Energi Trefla, jednak od początku warunki dyktowali mistrzowie Polski. Prowadzili 12:5 i trener Stephane Antiga mógł ze spokojem śledzić poczynania swych podopiecznych. Interwencję podjął w tym momencie Mariusz Sordyl, który wziął „czas”. Najmniej uwag miał do skutecznego w ataku i okazjonalnie także w bloku Schulza.
Starszego kolegę w połowie seta zastąpił na chwilę Nasewicz. Po przeciwnej stronie w ataku pojawił się Sasak, a na przyjęciu Leon. Mimo obecności gwiazd Gdańszczanie zmniejszyli straty do trzech punktów, było tylko 16:19. W tym momencie o chwilę konsultacji ze swoimi podopiecznymi poprosił trener Antiga, który jednocześnie odwołał z boiska Sasaka i Leona.
Gdańszczanie nie spuszczali z tonu, grali naprawdę bardzo dobrze, ale Lublinianie nie dali się doścignąć i po karcącym bloku na M’Baye wygrali pierwszą partię 25:20.
Drugiego seta także lepiej otworzyli goście, którzy osiągnęli czteropunktową przewagę. Na półmetku seta prowadzili 13:9. Dysponując większą siłą ognia i mimo deficytów zdrowotnych swych liderów większą głębią składu trzymali mecz pod kontrolą. Po godzinie gry zapewnili sobie jeden punkt, wygrywając drugą partię 25:18.
BRAND PRZYWRÓCIŁ NADZIEJĘ
Gdańszczanie nie składali broni, tym bardziej, że goście trzecią partię zaczęli mocno rozkojarzeni. Energa Trefl objął prowadzenie 7:4. Lublinianie stracili impet w ataku, co zmobilizowało gospodarzy. Punkt za punkt graliśmy do stanu 14:11. Wówczas nastąpiło przełamanie. Przy stanie 14:13 na zagrywce pojawił się Leon, ale wpakował piłkę w siatkę i wrócił do roli obserwatora. Po blokach Tobiasa Branda przewaga Energi Trefla osiągnęła rekordowego rozmiaru siedmiu punktów. Wynik 21:14 dawał nadzieję, graniczącą z pewnością, że… jeszcze pogramy. Dodajmy, że siedmiopunktową serię na zagrywce zaliczył Przemysław Stępień. Kompletnie rozmontowany zespół Bogdanki do gry w tej partii już nie wrócił. 25:17 dla Energi Trefla otworzyło perspektywę punktowej zdobyczy.
NA GDAŃSZCZAN WYSTARCZYŁO
W czwartym secie nie było już przewag ani faworytów. Bogdanka LUK pierwsze prowadzenie zanotowała na poziomie 5:4. W szeregach gości widać było mobilizację, ale wiary nie brakowało po przeciwnej stronie siatki. Szalejący w ataku Tobias Brand był nie do zatrzymania i dał Enerdze Treflowi prowadzenie. Żadnej z drużyn nie udało się osiągnąć znaczącej przewagi. Lublinianie, którzy w poprzedniej kolejce gładko przegrali z Zawierciem, potwierdzali, że są dalecy od mistrzowskiej dyspozycji. Na Gdańszczan jednak wystarczyło. Bogdanka uciekła na trzy punkty – 13:10. Gospodarze dwa razy dochodzili na punkt, doścignąć gości się nie udało. Losy seta i meczu przesądził znakomicie serwujący Mateusz Malinowski, który zszedł z zagrywki przy stanie 21:17. Skończyło się 25:19 w czwartej partii i 3:1 dla mistrza w całym meczu.
Spotkanie skomentował trener Energi Trefla Mariusz Sordyl. Posłuchaj:
Włodzimierz Machnikowski/aKa








