SKS Fulimpex lepszy od ŁKS-u Coolpack Łódź w meczu aspirantów do awansu do Orlen Basket Ligi. Gospodarze zagrali znacznie lepszą drugą połowę, w której uzyskali w miarę bezpieczną przewagę i ze świetną postawą Adriana Kordalskiego i DeMonte Buckinghama, zwyciężyli 79:72.
Nie da się ukryć, że był to mecz z kilkoma podtekstami, zresztą większość ekip w lidze od kilku tygodni podchodzi do konfrontacji z ekipą z Łodzi jak do meczu dobra ze złem. W tym gronie jest także SKS, który najmocniej protestował przeciwko zmianie regulaminu i terminarza stawiającym ŁKS w uprzywilejowanej sytuacji.
OSOBISTA RYWALIZACJA
Gospodarze wyszli na parkiet niezwykle zmotywowani, ale też w tej motywacji rozproszeni, bo kilka początkowych akcji – tak z jednej, jak z drugiej strony – kończyło się fiaskiem, stratami, prostymi pudłami. W miarę rozwoju gry poziom wzrósł, choć przede wszystkim mowa o gospodarzach napędzanych bardzo dobrą grą Adriana Kordalskiego. Rozgrywający grał inteligentnie, popisywał się świetnymi, widowiskowymi asystami, jak te do Michała Sitnika w pierwszej i Bartosza Majewskiego w drugiej połowie. Potrafił też sam odpowiedzieć trójką w ostatniej kwarcie, budując bezpieczną przewagę.
Bardzo dobrze w szeregach gospodarzy spisywał się także DeMonte Buckingham, mimo że wciąż nie jest w optymalnej dyspozycji po kontuzji. Amerykanin gra zrywami, ale gdy wchodzi na większe obroty i czuje tempo, odpowiednio obsługiwany przez kolegów, potrafi seriami zdobywać punkty.
ŁATKA NIE POMAGA
A ŁKS? Nie służy mu chyba łatka hegemona, co to miał rozwalać ligę. Rywale mobilizują się podwójnie, w klubie da się wyczuć niestabilność, zresztą na Kociewie Łodzianie przyjechali tuż po drugiej w tym sezonie wymianie trenera. Na początku lutego zwolniono Roberta Skibniewskiego, a jego następca Tane Spasev wytrzymał na stanowisku do 26 marca. Te roszady było widać w Starogardzie – brak spójności, jasnego planu gry. ŁKS przypominał zlepek indywidualności, a jego największa gwiazda, Marcel Ponitka, daleki jest od optymalnej formy. A przecież mówimy o świetnym obrońcy, byłym zawodniku Bundesligi i graczu, który występował w lidze VTB. W meczu z SKS-em zdobył 11 punktów, był w cieniu kolegów Jaquana Carlosa i Igora Urbana.
CHWILA NERWÓW
Przez długi czas drugiej połowy SKS kontrolował mecz, mając około 10 punktów przewagi, grając punkt za punkt. W końcówce jednak gospodarze popełnili kilka błędów i ŁKS po akcjach 2+1 zbliżył się na zaledwie 6 punktów. Kociewie Diabły szybko jednak opanowały ten pożar. Świetnie znowu zachował się Adrian Kordalski, nie zatrzymywał się Buckingham i gospodarze zwyciężyli 79:72. Kordal skończył mecz z 16 punktami i 10 asystami, Buckingham dorzucił aż 22 oczka, napędzając zespół trójkami. Zwycięstwo dało Starogardzianom awans na 4. miejsce w tabeli i coraz lepsze perspektywy na zajęcie miejsca w czołówce Pekao 1. ligi mężczyzn
Paweł Kątnik/puch








