Blamaż na inaugurację sezonu w wykonaniu Energi Trefla Sopot. Bez kontuzjowanego Michała Michalaka, Sopocianie zostali kompletnie zmiażdżeni przez Dziki Warszawa 63:102. W pierwszej połowie nie było jeszcze tak dramatycznie, ale w drugiej rywal odjechał z prędkością solidnego pociągu, a gospodarzom pozostało biec bezradnie za tym wagonikiem i walczyć o jak najniższe rozmiary przegranej.
W Hali 100-lecia spotkały się zespoły, które wpadły na siebie w ćwierćfinale play-off poprzedniego sezonu. Wówczas właśnie w Hali 100-lecia Trefl wyrównywał rywalizację, wygrywając po emocjonującej końcówce mecz nr 2 81:78. Pomiędzy obiema konfrontacjami próżno było szukać analogii, bo oba zespoły zmieniły się nie do poznania. Dzikom nie udało się zatrzymać choćby fenomenalnych w poprzednich rozgrywkach Landriusa Hortona i Darnella Edge’a, z Trefla zaś odeszli m.in. czołowi Paul Scruggs i Kasper Suurorg.
Dziki od początku zaskoczyły fizycznością i zdecydowaniem, co pozwoliło im osiągnąć kilkupunktową przewagę, zwieńczoną wynikiem 25:20 po pierwszej kwarcie. Trefl nie odstawał, a w zasadzie nie odstawał kapitan Jakub Schenk, który już na tym etapie meczu miał 10 punktów. Na jego punkty z dużą swobodą odpowiadał po przeciwnej stronie parkietu świetny Grzegorz Kamiński, który zdobywał punkty z dystansu i po wejściach pod kosz wzdłuż linii końcowej boiska.
W drugiej kwarcie przewaga gości rosła. Słabo radzili sobie Szymon Kiejzik i Kacper Marchewka, którzy pudłowali rzuty dystansowe, . Gospodarzom można zarzucić, że nie poszli za swoim liderem. Schenk dalej próbował, kreował, zdobywał punkty, ale nie było za dużej alternatywy, kolegi, który by dorzucił swoje punkty, porwał swoją grą, zaimponował w obronie. – Jeżeli się przegrywa 40 punktami, to nie można mówić o jednej rzeczy lub jednym błędzie. Złożyło się wiele rzeczy na siebie. Dziki narzuciły agresywny styl gry w ataku i obronie, zebrały 20 piłek w ataku. Żebyśmy pozostawali w meczu nie możemy pozwolić rywalowi zebrać 20 piłek w ataku – ocenił przed naszym mikrofonem center Szymon Zapała.
DYSTANS DO DYSTANSU
Żółto-czarni mieli też gigantyczny problem ze skutecznością. Szczególnie tą z dystansu. W tej kwestii nie popisał się nawet Jakub Schenk, któremu przecież niczego więcej nie można w tym meczu zarzucić. Ostatecznie Trefl skończył mecz z zatrważającą skutecznością 18 proc. rzutów z dystansu. W drużynie Dzików imponował Quan Jackson, czołowa postać poprzedniego sezonu w Stali, tym razem dziurawił kosze ku chwale Dzików i robił to z uderzającą lekkością na tle bezradnych Sopocian. Amerykanin skończył mecz uzbierawszy 21 punktów przy zaledwie 18 minutach spędzonych na parkiecie.
W Treflu niepokoi bardzo słaba dyspozycja drugiego rozgrywającego Perttu Blomgrena. Na razie jest zalękniony, zagubiony, nie bierze inicjatywy na siebie i wygląda po prostu bezbarwnie.
Energa Trefl Sopot – Dziki Warszawa 63:102 (20:25, 19:26, 8:26, 16:25).
Energa Trefl Sopot: Jakub Schenk 20, Szymon Zapała 8, Perttu Blomgren 8, Tobias Rotegard 7, Trey Anderson 5, Karol Prochorowicz 5, Stefan Simanic 4, Kacper Marchewka 3, Szymon Kiejzik 3, Filip Łącz 0, David Twigg 0.
Dziki Warszawa: Quanterrius Jackson 21, Grzegorz Kamiński 19, Krzysztof Kempa 15, Makai Ashton 14, Joseph Girard III 11, Michał Krasuski 10, Łukasz Frąckiewicz 8, Austin Luke 2, Timothy Adetukasi 2, OsunBowale Osunniyi 0, Michał Aleksandrowicz 0.
Paweł Kątnik








