Sąd Okręgowy w Gdańsku w apelacyjnym procesie warunkowo umorzył postępowanie na okres dwóch lat próby. Leszek Tabor odpowiadał za pocięcie nożem krytykującego go banera, który wisiał w centrum Sztumu. Gdański sąd uznał, że stopień i wina społecznej szkodliwości czynu są nieznaczne.
Do zajścia doszło w styczniu rok temu. Sąd niższej instancji skazał burmistrza na 6 tysięcy złotych grzywny i zobowiązał do naprawienia wyrządzonej szkody. Dzisiejszy wyrok oznacza, że Tabor nie jest skazany i może nadal pełnić funkcje publiczne. Burmistrz przyznał, że kamień spadł mu z serca.
– Ubolewam, że dokonałem tego czynu, że zniszczyłem tą szmatę zwaną szumnie banerem, ale sąd właściwie ocenił, że zrobiłem to niejako broniąc i własnego dobrego imienia, ale też broniąc dobrego imienia mieszkańców Sztumu – powiedział.
ZNAŁ WYROK?
Apelację składali zarówno obrońcy Tabora, jak i właściciel zniszczonego banera. Antoni Fila nie wyklucza wniosku o kasację wyroku:
– Ja myślę, że duch pana Milewskiego jeszcze ciągle tutaj żyje, bo widziałem Leszka Tabora w poniedziałek. Jego twarz jego była bardzo nieciekawa, a dziś przed wejściem na salę promieniał. Moim zdaniem znał wyrok – mówi Fila.
Wyrok gdańskiego sądu jest prawomocny. Burmistrz Sztumu musi naprawić szkodę właścicielowi banera.
Grzegorz Armatowski/amo