– Jak ktoś mnie ocenia przez pryzmat np. roku w Śląsku Wrocław, to uważam, że po prostu nie zna mnie jako osoby. Owszem, zdarzały się gorsze mecze, ale uważam, że to nie był tak zły okres, jakim go przedstawiano. Dochodziło to do mnie, bo żyjemy w takim świecie, że nie jesteś w stanie w stu procentach odciąć się od tego wszystkiego – mówi Serafin Szota, obrońca Arki Gdynia, w nawiązaniu do spadającej jeszcze do niedawna na niego krytyki za występy w barwach 1. ligowego Śląska.
Szota zalicza udaną rundę wiosenną w Ekstraklasie. Od momentu przyjścia do Arki jest podstawowym zawodnikiem zespołu, gra też w pełnym wymiarze minut i jest chwalony przez kibiców Arki za postawę na boisku. Z nim na boisku Arka wywalczyła remis w derbach z Lechią, oraz zwyciężyła pierwszy wyjazdowy mecz w tym sezonie z Wisłą Płock.
KRYTYKA DOTYKA
Ale jeszcze kilka tygodni temu rzeczywistość nie była tak kolorowa. Serafin Szota był często krytykowanym zawodnikiem i przed meczem z Widzewem szczerze opowiada o tym, jak głosy krytyki docierają do piłkarzy i ich najbliższych. Odcinam się od tego, bo nie mam na to wpływu. Jak ktoś mnie ocenia przez pryzmat nie wiem, roku w Śląsku Wrocław, to uważam, że po prostu nie zna mnie jako osoby. Owszem, zdarzały się gorsze mecze, ale uważam, że to nie był tak zły okres. Mam te portale, X-a, Instagrama, ale nie używam ich często, a mimo to dostaję SMS-y, wchodzę na Facebooka, też rodzice do mnie dzwonią, mówią o takich sprawach. Ja staram się od tego odciąć, choć nie jestem w stanie w stu procentach – przyznał zawodnik.
NOWA MIOTŁA DZIAŁA
W niedzielę, jeśli znów pojawi się na murawie, zagra przeciwko Widzewowi Łódź, swojemu byłemu klubowi. Objęcie posady trenera w tamtym klubie przez Aleksandara Vukovicia może być czynnikiem utrudniającym zadanie. – To też jest taki emocjonalny moment dla zespołu, wiadomo, taka niepewność w zespole, bo nikt nie wie, kto będzie grać, dużo zmian. Zawodnicy, którzy dotychczas siedzieli na ławce rezerwowych, czują taką krew, że znowu mogą wskoczyć do składu, jest inna energia. Nie wiem, dlaczego tak to wygląda, bo uważam, że tak to nie powinno wyglądać, ale tak jest i sam wielokrotnie czułem po innych zawodnikach, że tak to po prostu funkcjonuje – przyznał o efekcie tzw. nowej miotły.
Arka nie ma takiego budżetu u takich nazwisk jak w Widzewie, ale nie stoi na straconej pozycji. Na bazie swoich doświadczeń zawodnik tłumaczy, dlaczego atmosfera i wzajemne wsparcie są ważniejsze niż czyste umiejętności techniczne gwiazd zespołu.
– Zdecydowanie poszedłbym do takiego zespołu, gdzie jest po prostu drużyna, gdzie każdy ze sobą żyje, gdzie jest dobra atmosfera i gdzie taka rywalizacja jest na bardzo dobrym i takim normalnym poziomie. Tam gdzie nie ma „okej, zrobię temu krzywdę” czy np niezadowolenie w stylu „ten gra, ja nie gram”. Złość jest naturalna w piłce, jeżeli nie gram, ale… zdecydowanie uważam, że większą wartość, największą ma po prostu drużyna, a nie pieniądze – mówi Serafin Szota.
ZA SZEŚĆ PUNKTÓW
Niedzielny mecz będzie starciem drużyn walczących o utrzymanie. Arka jest w nieco lepszej sytuacji, mając 2 punkty więcej od Widzewa. Łodzianie natomiast wygrali pierwsze starcie obu ekip, zwyciężając u siebie 2:0. Zapowiada się bardzo interesująca walka o punkty.
Paweł Kątnik








