Wróciła smutna, szara rzeczywistość w wykonaniu Arki Gdynia na wyjazdach. Po świetnym meczu w Płocku i wygranej 3:0, wydawało się że najgorsze na obcych stadionach już za Arką. Nic z tych rzeczy. Wzorem Radomiaka, Arka szybko straciła dwie bramki, a potem nie potrafiła odpowiedzieć i przegrała 11 mecz na wyjeździe, pozostając na szarym końcu pod tym względem w Ekstraklasie.
Po Arkowcach w Płocku widać było, jak bardzo potrzebowali jakiegoś sukcesu na wyjeździe. Wielu sądziło, że po takim przełamaniu, z zespołu zejdzie ciśnienie i zacznie wreszcie punktować na wyjazdach.
KOSZMARNY POCZĄTEK
W Kielcach Arka znowu pokazała bezradność. Pierwsze minuty były obiecujące, już w drugiej minucie ciekawą akcję wieńczył strzałem Gutkovskis, jednak czujny w bramce był Dziekoński. Uderzenie było niekonwencjonalne, młody bramkarz kielczan wywiązał się ze swoich obowiązków znakomicie. Po kwadransie Korona przejęła inicjatywę, co błyskawicznie spuentowała dwoma golami. Bardzo dobre dośrodkowanie w pole karne Błanika wykorzystał z bliskiej odległości Pięczek. Rubezić i Stępiński absorbowali uwagę Marcjanika i Gojnego, a gdy piłka przeleciała całe to towarzystwo, znikąd pojawił się Marcel Pięczek, wyprzedzając kryjącego Oskara Kubiaka i zaskoczonego w bramce Węglarza.
Dwie minuty później było już 2:0. Stjepan Davidovic wykorzystał sporo swobody z prawej strony boiska, nienaciskany przeholował piłkę wzdłuż pola karnego i oddał bezbłędny strzał po ziemi, po którym piłka odbiła się od słupka i wpadła do bramki. Przy korzystnym wyniku Korona nie zatrzymywała się. Swoją okazję miał Błanik z rzutu wolnego, ale przeniósł nad poprzeczką, a w następnej przy zamieszaniu w polu karnym Patryk Szysz faulował Sotiriou, a jedenastkę na gola zamienił Mariusz Stępiński. Nokaut na Arce obserwował z trybun będący pod wrażeniem wyprowadzanych ciosów Andrzej Gołota – legenda pięściarstwa w Polsce, medalista olimpijski z Seulu i były pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej.
MAŁO ŻĄDEŁ
Co zrobiła Arka po przerwie, by odrobić straty? W 50 minucie była bliska, bo Kerk trafił do siatki, ale wcześniej na spalonym był Kocyła. Szwarga od razu po przerwie zmienił trzech zawodników, ściągając grającego słabiej i zamieszanego w gole dla Korony Kubiaka, a także Sidibe i Gutkovskisa. Rolę napastnika pełnił Nazarij Rusyn, na ławce rezerwowych zabrakło Edu Espiaua i efekt końcowy można przewidzieć. Arka nie była w stanie odpowiedzieć nawet trafieniem honorowym, mimo że Rusyn po wejściu stworzył sobie sytuację, ale sprytniejszy był Dziekoński w bramce. Błanik był za to bliski podwyższenia na 4:0, ale Arkę uratował Węglarz. – Niedopuszczalna pierwsza połowa w naszym wykonaniu. Jeżeli jesteś zespołem, który walczy o utrzymanie, to musisz zacząć od intensywności, nastawienia, dobrej organizacji, agresji. Jestem mocno zawiedziony tą pierwszą połową, która ustawiła mecz. Staraliśmy się w elementach i momentach wykreować sytuację, ale Korona miała już wynik i mogła sobie meczem zarządzać. Jako trener biorę pełną odpowiedzialność za ten wynik i przed nami ciężka przerwa reprezentacyjna, by odpowiedzieć na pytania, dlaczego tak słabo wyglądaliśmy w tych 45 minutach – podsumował trener Arki Dawid Szwarga.
Korona Kielce – Arka Gdynia 3:0 (3:0) Bramki: 1:0 Marcel Pięczek (22-głową), 2:0 Stjepan Davidović (24), 3:0 Mariusz Stępiński (44-karny).
Żółta kartka – Korona Kielce: Slobodan Rubezić. Arka Gdynia: Tornike Gaprindaszwili. Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork). Widzów: 10 872.
Paweł Kątnik








